Magdalena Rigamonti: Są ludzie pozbawieni empatii, są tacy, którzy mają wycięte emocje.

Joanna Senyszyn: Ależ ja jestem empatyczna. No, ale jestem też ateistką. Niedawno wyczytałam, że niestety ateizm to żadna zasługa samego ateisty, jego przemyśleń czy doświadczeń, tylko genów. Podobno nie mam genu wiary. Biologia wyjaśnia bardzo wiele.

Dlatego, kiedy trzeba przywalić w Kościół, SLD sięga po panią, organizuje konferencję.

Nie przywalić, tylko mówić prawdę.

Wie pani, jak to jest z tymi prawdami.

Ta trzecia, o której ksiądz Tischner mówił, jest właśnie tą, którą próbuje przekazywać Kościół.

Trzecia to jest ta...

Gówno prawda. To, co mówią biskupi, woła o pomstę do nieba. Zaraz pani powie, że nie wszyscy, a ja, że jedna jaskółka nie czyni wiosny. Kiedyś się mówiło, że jest Kościół łagiewnicki i Kościół toruński. Ten łagiewnicki miał być taki bardziej nowoczesny, otwarty, liberalny, jednak bardzo szybko się okazało, że to była raczej zabawa w dobrego i złego policjanta i chodziło o to, że w zależności od tego, kto był u władzy, Kościół mógł wyciągać z budżetu pieniądze.

Za rządów SLD też.

Leszek Miller uznał, że Bruksela jest warta mszy. I to jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo istniało niebezpieczeństwo, że Kościół zacznie agitować na niekorzyść przystąpienia do UE.

A był wam potrzebny.

Był potrzebny Polkom i Polakom.

Politykom w utrzymaniu władzy.

Nie, chodziło o wejście do Unii Europejskiej. A ponieważ wiadomo, że Kościół jest absolutnie bezwzględny i okrutny, że patrzy tylko na swoje interesy, to trzeba było z nim paktować. Z drugiej strony, może sobie przekalkulował, że skoro jest największym posiadaczem ziemskim (160 tys. ha), to warto wejść do UE i pobierać unijne dopłaty. Jest jeszcze jedna rzecz – papież popierał wejście Polski do Unii, a to były jeszcze czasy, kiedy polski Kościół zachwycał się papieżem. Nie to, co teraz. Wtedy papieżem był Polak, teraz Franciszek niestety z Polską nie ma nic wspólnego i nie jest przez naszych hierarchów lubiany i ceniony. Miller jako ateista na msze nie chodził, ale przed referendum unijnym był bardzo ostrożny w relacjach z Kościołem.

Panią temperował?

Mnie, a raczej mój projekt dopuszczalności aborcji do 12 tygodnia ciąży, temperował Józef Oleksy, który był wówczas marszałkiem Sejmu, a ja posłanką. Była tendencja, żeby to przeciągać, uciszać, żeby nie drażnić złego, czyli Kościoła. A przecież, jeśli wierzyć, że ponad 90 proc. Polaków to katolicy, a rocznie dokonuje się 150 tys. nielegalnych aborcji, to kto ich dokonuje? Głównie wierne. Paradoksalnie łatwiej jest dostać rozgrzeszenie za aborcję niż za stosowanie antykoncepcji. Warunkiem uzyskania rozgrzeszenia jest żal i obietnica, że nie będzie się więcej grzeszyć, a to trudne przy antykoncepcji. Oleksy wysyłał projekt ustawy do różnych konstytucjonalistów, zamiast zgodnie z regulaminem Sejmu, w ciągu bodajże miesiąca dać pod obrady. Przetrzymywał ją prawie rok, od kwietnia do lutego. Często mu mówiłam, co o tym myślę. Dosadnie.