Politolodzy jednoznacznie oceniają poniedziałkową aktywność Karola Nawrockiego jako szkodliwą. Prezydent najpierw celebrował Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej w Przemyślu, a następnie udał się do Budapesztu na rozmowy z premierem Viktorem Orbanem. Dr Anna Materska-Sosnowska z Uniwersytetu Warszawskiego uważa to za "absolutny błąd".
Ekspertka przypomina o dobrej praktyce dyplomatycznej: politycy nie powinni składać wizyt wspierających konkretne partie tuż przed wyborami. Na Węgrzech głosowanie odbędzie się już 12 kwietnia. Tymczasem partia Fidesz Orbana traci grunt pod nogami na rzecz opozycyjnej formacji TISZA Petera Magyara. Wizyta Nawrockiego staje się więc paliwem wyborczym dla Orbana, co stawia Polskę w niezręcznej sytuacji wobec nowej, rosnącej w siłę węgierskiej opozycji.
Trump, Orban i Putin. Niebezpieczny trójkąt
Motywacje Nawrockiego wydają się jasne: prezydent chce ugruntować swoją pozycję w rodzącym się sojuszu sojuszników Donalda Trumpa. Amerykański lider otwarcie wspiera Orbana, mimo jego zażyłych relacji z Władimirem Putinem. Nawrocki, próbując wkupić się w łaski środowiska MAGA, wchodzi w narrację, która budzi niepokój w Europie.
Dr Materska-Sosnowska zwraca uwagę na brak silnej pozycji międzynarodowej polskiego prezydenta. Według niej Nawrocki przyjmuje zaproszenia, które szkodzą naszej polityce, byle tylko zaistnieć na arenie europejskiej prawicy. Przypomina też, że jeszcze w grudniu 2025 roku prezydent odmówił spotkania z Orbanem po jego wizycie w Moskwie. Co zmieniło się przez te kilka miesięcy? Zdaniem ekspertów – jedynie kalkulacja polityczna związana z administracją Trumpa.
"Pan redaktor się ogarnie". Skandaliczne sceny w Przemyślu
Atmosferę wokół wizyty podgrzało zachowanie prezydenta wobec mediów. Gdy dziennikarz TVN zapytał o stosunek do zażyłości Orbana z Putinem, Nawrocki zareagował agresywnie. Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski. Władimir Putin to zbrodniarz, rozumie pan redaktor? Do widzenia – rzucił prezydent, wymachując palcem w stronę pytającego.
Prof. Tomasz Słomka ocenia to zachowanie jako próbę zamykania ust prasie. Według politologa takie gesty nie przystoją głowie państwa i łamią standardy wolności słowa, których Nawrocki rzekomo broni. Eksperci zauważają też podobieństwo mowy ciała Nawrockiego do stylu Donalda Trumpa – obaj politycy w podobny, protekcjonalny sposób traktują nieprzychylnych im dziennikarzy. Ta nerwowość może wynikać z serii ostatnich porażek wizerunkowych prezydenta w kraju.
Stadiony przeciwko prezydentowi. "Judasz naszych ideałów"
Prezydent Nawrocki traci poparcie tam, gdzie dotąd czuł się najpewniej – wśród kibiców. Fala protestów na stadionach Ekstraklasy to efekt zawetowania przez niego nowelizacji Kodeksu postępowania karnego. Zmiany te miały m.in. ograniczyć nadużywanie tymczasowych aresztów, co jest kluczowym tematem dla środowiska kibicowskiego. Transparenty na meczach nie zostawiają suchej nitki na głowie państwa:
- Motor Lublin: "K. Nawrocki — po cichu ustawę wetujesz, wieloletnie areszty bez dowodów akceptujesz".
- Cracovia: "Prezydencie - zapomniałeś, dzięki kogo głosom wygrałeś. Jak Judasz nasze ideały dla prezesa zaprzedałeś".
- Lechia Gdańsk: Kibice klubu, z którym Nawrocki sympatyzuje od lat, również przyłączyli się do protestu.
Dr Materska-Sosnowska ocenia, że "miesiąc miodowy" prezydenta z tym elektoratem dobiegł końca. Kibice czują się zdradzeni, a rywalizacja o ich głosy między PiS-em a Konfederacją dodatkowo osłabia pozycję Nawrockiego.
Ostatni bastion Grupy Wyszehradzkiej
Z kolei prof. Tomasz Słomka zauważa, że Nawrocki próbuje budować wizerunek jedynego polskiego polityka, który realnie dba o relacje w Europie Środkowo-Wschodniej. Chce pokazać, że w przeciwieństwie do rządu Donalda Tuska, on wciąż wierzy w potencjał Grupy Wyszehradzkiej.
Problem polega na tym, że sojusz ten jest obecnie mocno poturbowany przez prorosyjską postawę Budapesztu. Próba bycia liderem regionu u boku Orbana może przynieść Nawrockiemu punkty u twardego elektoratu, ale w oczach umiarkowanych wyborców i partnerów z UE wygląda na dyplomatyczne samobójstwo.
Wybory na Węgrzech. Co dalej?
Sytuacja na samych Węgrzech jest napięta. Partia TISZA Petera Magyara prowadzi w sondażach, a niezależne badania Median dają jej nawet 20 punktów przewagi nad Fideszem. Orban ratuje się wsparciem zagranicznych sojuszników – po Nawrockim na Węgry ma przyjechać wiceprezydent USA J.D. Vance.
Jeśli Orban przegra wybory 12 kwietnia, Karol Nawrocki zostanie z etykietą polityka, który postawił na "złego konia" i niepotrzebnie zraził do siebie nową węgierską władzę. To ryzykowne zagranie, którego skutki poznamy już za kilka tygodni.