Jakub Biernat i Sonia Termion: Co uważa pani za swoje dotychczasowe największe osiągnięcie?
Barbara Kudrycka: Wywołanie tak żywej debaty o projekcie założeń reformy szkolnictwa wyższego.

I przy okazji konfliktu. Nie żałuje pani zamieszania wokół habilitacji? Po co wam spór ze środowiskiem naukowym - naturalnym zapleczem PO?
Nie żałuję. Moje spotkania z naukowcami dowiodły, że to nie konflikt, a różnica zdań dotycząca tylko pewnych elementów projektu założeń reformy. W sprawie habilitacji chodzi głównie o nazwę. Zarówno sygnatariusze apelu 44, jak i np. środowisko Polskiej Akademii Umiejętności czy Towarzystwa Naukowego Warszawskiego uważają - podobnie jak ja - że kryteria oceny dorobku naukowego muszą być bardziej obiektywne i pozwalać na lepszą kontrolę jakości dorobku naukowego. Przedstawimy te kryteria, po konsultacjach ze środowiskiem, w założeniach reformy. Nawet dotychczasowi krytycy reformy - prof. Karol Modzelewski czy prof. Jerzy Brzeziński zgodzili się opracować kryteria dla nauk humanistycznych i społecznych.

Pozostawienie habilitacji jest możliwe?
Procedura i kryteria oceny na pewno się zmienią, natomiast nikt poważny nie będzie się spierał o nazwę.

Środowisko naukowe jest stosunkowo małe i jego przedstawiciele bardzo rzadko negatywnie recenzują swoich kolegów. To ma ulec zmianie?
Temu właśnie ma służyć zmiana procedury uzyskiwania habilitacji. Zależy nam na tym, by naukowcy byli gratyfikowani za dorobek naukowy i pasję badawczą, a nie za zdobywanie stopni naukowych. O nadaniu stopnia naukowego nie powinni też decydować koledzy kandydata w drodze głosowania, lecz zewnętrzna komisja.

Kiedy reforma nauki wejdzie w życie?
Po wakacjach przedstawimy szczegółowe propozycje nowych przepisów. Później czekają nas dwa miesiące konsultacji. Potem ścieżka parlamentarna i prezydent. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, reformę zaczniemy wdrażać w 2010 r.

Coraz więcej Polaków ma wyższe wykształcenie, a na rynku pracy brakuje specjalistów w wielu dziedzinach. Jak to zmienić?
Finansując kierunki przygotowujące potrzebnych specjalistów. W 2009 r. będzie ponad 50 tys. wakatów na stanowiskach technicznych i inżynieryjnych. W następnych latach ta liczba może dojść nawet do 75 tys. Dlatego już od nowego roku akademickiego najlepsi studenci 10 kierunków "zamawianych" przez resort - biomedycznych, biotechnologicznych, technicznych i inżynieryjnych oraz matematyki - będą przez trzy lata dostawać stypendia.

Tysiąc złotych dla 1500 osób to wystarczająca zachęta do podjęcia takich studiów?
Docelowo będzie to 21 tys. studentów na studiach zamawianych. Zachęcam młodzież do studiowania na kierunkach technicznych, biotechnologii czy matematyce. Z takim wykształceniem dostaną dobrą pracę. Tych, którzy chcieliby korzystać z naszych stypendiów namawiam, by już teraz wkuwali do matury matematykę i fizykę.

Stypendia dla studentów kierunków zamawianych chcecie przyznawać na trzy lata. Nie ma obawy, że promowanie wykształcenia licencjackiego czy inżynierskiego odbędzie się kosztem magisterskiego?
Specjaliści z wykształceniem licencjackim są bardzo ważni dla lokalnych rynków pracy i dlatego będziemy dofinansowywać studia trzyletnie. Nie stawiamy żadnych barier tym, którzy będą chcieli kształcić się dalej.

Namawia pani do podejmowania studiów technicznych. A absolwenci, których kierunków mają problemy ze znalezieniem pracy?
Z badań wynika, że mamy bardzo dużo absolwentów kierunków pedagogicznych, zarządzania, politologii, którzy nie mogą znaleźć pracy. Nie znaczy to, że nie powinno się kształcić na takich kierunkach. Generalnie potrzeba nam uniwersalnych specjalistów dobrze odnajdujących się na rynku pracy.

Co jakiś czas powraca postulat wprowadzenia odpłatności za studia dzienne w państwowych uczelniach. Korzystają z nich bowiem głównie dzieci przedstawicieli elit czy to finansowych, czy intelektualnych.
W tej kadencji rząd nie zamierza likwidować bezpłatnych studiów na uczelniach publicznych.

Jak w takim razie chcecie wyrównywać szanse w dostępie do studiów młodych ludzi z prowincji, z uboższych, gorzej wykształconych rodzin?
Po pierwsze oferujemy wspominane stypendia na kierunki zamawiane, po drugie chcemy zwiększyć zasięg stypendiów socjalnych. Przeznaczymy dodatkową pulę stypendiów dla osób z terenów wiejskich - w ramach reformy KRUS. Ci studenci otrzymają wsparcie niezależnie od wybranej uczelni.

Wiele osób z prowincji studiuje na uczelniach prywatnych. Jak wygląda rządowy program ich dotowania?
Do dotacji zmusza nas ustawa o szkolnictwie wyższym z 2005 r. By uniknąć zarzutów, że łamiemy konstytucję, chcemy wspomagać najlepsze uczelnie prywatne, tak jak najlepsze kierunki na uczelniach publicznych - tzw. flagowych. Postanowiliśmy dofinansowywać te uczelnie prywatne, które prowadzą studia doktoranckie i te, które inwestują w swoją kadrę. Nie będziemy jednak dokładać się do czesnego studentów.

Zrealizujecie obiecywany wzrost nakładów na naukę?
To priorytet rządu. Premier dwukrotnie mówił o tym publicznie. Do 2013 r. na naukę chcemy przeznaczać 2 proc. PKB, czyli prawie dwa razy więcej niż teraz. Jeżeli to się uda, to co roku nakłady na naukę będą wzrastać o 2 mld zł. Liczymy też na to, że tak jak na Zachodzie, naszą naukę będzie współfinansować biznes i przemysł. Poszukiwaniem prywatnych funduszy dla nauki zajmie się Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Zaś ułatwieniem współpracy między biznesem a szkolnictwem wyższym zajmiemy się w ramach programu Innowacyjna Gospodarka.

Jak ministerstwo zaradzi nagminnemu kupowaniu prac magisterskich i plagiatom w pracach naukowych?
Ogłosiliśmy konkurs na zakup programu antyplagiatowego. Przekażemy go uczelniom. Wobec uczelni akceptujących plagiaty będziemy wyciągać konsekwencje - m.in. nie otrzymają one akredytacji Państwowej Komisji Akredytacyjnej.

Co z planowaną na sierpień rekonstrukcją rządu. Czuje się pani pewnie na swoim stanowisku?
Nie obawiam się, że stracę pracę.

Krążą informacje, że w razie dymisji ma pani obiecane miejsce na liście w wyborach europejskich?
Nic mi o tym nie wiadomo.

p

Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego