Topolanek chce w Europie tego co Polacy
Premier Topolanek różni się na szczęście od prezydenta Klausa. Chce dokończyć ratyfikację traktatu lizbońskiego, który Unię wzmacnia, wzmacniając tym samym jedyne służące Polsce otoczenie geopolityczne. Podziela też - w odróżnieniu od prokremlowskiego Klausa - polskie stanowisko w kwestii wspólnej polityki energetycznej - pisze w DZIENNIKU Cezary Michalski.
- Traktat lizboński pod czeskim butem
- Rząd chce działać, bo stracimy miliardy euro
- Topolanek: Lizbona celem naszej prezydencji
- "Brukselo! Żarty się skończyły!"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Czechy rozpoczynają prezydencję trudniejszą niż ta Francuzów i Sarkozy’ego. Jako kraj nowej Europy będą musieli sobie poradzić z problemami, na których potknął się najambitniejszy polityk dzisiejszej Europy będący przywódcą jednego z najsilniejszych w Unii państw.
To Czesi muszą doprowadzić do końca ratyfikację traktatu lizbońskiego, przekonując Irlandczyków, aby zrezygnowali ze swojego "niet". To podczas czeskiej prezydencji Europa jeszcze głębiej zanurkuje w rozpoczętą w USA globalną recesję, wciąż szukając wspólnego planu ratunkowego. To wreszcie za czeskiej prezydencji Europa będzie musiała odbudować wspólną politykę wschodnią mocno nadwyrężoną gruzińskim kryzysem.
A zadanie Czechów będzie jeszcze trudniejsze, bo w tym kraju, podobnie jak w Polsce, trwa przepychanka między eurosceptycznym prezydentem Klausem a premierem Topolankiem, który uważa silniejszą i bardziej zintegrowaną Unię za lepsze środowisko naturalne dla swego narodu niż Europa rozrywana konfliktami interesów, nad którymi nikt nie potrafi zapanować.
Całe szczęście Klaus ma w tym sporze słabszą pozycję, konstytucja daje mu mniejszy wpływ na kształt czeskiej polityki zagranicznej - a zatem także czeskiej prezydencji w Unii - niż Topolankowi. Całe szczęście dla Polski. A dlaczego? Bo priorytety Topolanka w Unii pokrywają się z priorytetami Polski, jak się tego możemy dowiedzieć choćby z wywiadu z czeskim premierem w dzisiejszym DZIENNIKU.
Topolanek chce dokończyć ratyfikację traktatu lizbońskiego, który Unię wzmacnia, wzmacniając tym samym jedyne służące Polsce otoczenie geopolityczne. Poza tym czeski premier - nawet jeśli nie jeździ na granicę Gruzji z Osetią - podziela polskie stanowisko w kwestii wspólnej polityki energetycznej, która może pozbawić Putina i Kreml głównego narzędzia nacisku na Europę.
Tymczasem Klaus jest w Europie koniem trojańskim. Udaje thatcherystę, podczas gdy w rzeczywistości jest politycznym zawalidrogą. On autobusem z napisem "Unia Europejska" zawsze jeździł na gapę, wyzywając w dodatku innych pasażerów od socjalistów. Nic go też z Polską nie łączy w polityce wschodniej. Choć potrafi gromko odkrzykiwać "brukselskim biurokratom", wobec Putina jest zaskakująco miękki. W czasie kryzysu gruzińskiego wybrał - mówiąc eufemistycznie - stanowisko Berlusconiego.
I jeśli czeska prezydencja w Unii będzie prezydencją sojusznika Polski, to właśnie dlatego że będzie realizować politykę Topolanka, a nie Klausa.
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!