Czechy rozpoczynają prezydencję trudniejszą niż ta Francuzów i Sarkozy’ego. Jako kraj nowej Europy będą musieli sobie poradzić z problemami, na których potknął się najambitniejszy polityk dzisiejszej Europy będący przywódcą jednego z najsilniejszych w Unii państw.

To Czesi muszą doprowadzić do końca ratyfikację traktatu lizbońskiego, przekonując Irlandczyków, aby zrezygnowali ze swojego "niet". To podczas czeskiej prezydencji Europa jeszcze głębiej zanurkuje w rozpoczętą w USA globalną recesję, wciąż szukając wspólnego planu ratunkowego. To wreszcie za czeskiej prezydencji Europa będzie musiała odbudować wspólną politykę wschodnią mocno nadwyrężoną gruzińskim kryzysem.

A zadanie Czechów będzie jeszcze trudniejsze, bo w tym kraju, podobnie jak w Polsce, trwa przepychanka między eurosceptycznym prezydentem Klausem a premierem Topolankiem, który uważa silniejszą i bardziej zintegrowaną Unię za lepsze środowisko naturalne dla swego narodu niż Europa rozrywana konfliktami interesów, nad którymi nikt nie potrafi zapanować.

Całe szczęście Klaus ma w tym sporze słabszą pozycję, konstytucja daje mu mniejszy wpływ na kształt czeskiej polityki zagranicznej - a zatem także czeskiej prezydencji w Unii - niż Topolankowi. Całe szczęście dla Polski. A dlaczego? Bo priorytety Topolanka w Unii pokrywają się z priorytetami Polski, jak się tego możemy dowiedzieć choćby z wywiadu z czeskim premierem w dzisiejszym DZIENNIKU.

Topolanek chce dokończyć ratyfikację traktatu lizbońskiego, który Unię wzmacnia, wzmacniając tym samym jedyne służące Polsce otoczenie geopolityczne. Poza tym czeski premier - nawet jeśli nie jeździ na granicę Gruzji z Osetią - podziela polskie stanowisko w kwestii wspólnej polityki energetycznej, która może pozbawić Putina i Kreml głównego narzędzia nacisku na Europę.

Tymczasem Klaus jest w Europie koniem trojańskim. Udaje thatcherystę, podczas gdy w rzeczywistości jest politycznym zawalidrogą. On autobusem z napisem "Unia Europejska" zawsze jeździł na gapę, wyzywając w dodatku innych pasażerów od socjalistów. Nic go też z Polską nie łączy w polityce wschodniej. Choć potrafi gromko odkrzykiwać "brukselskim biurokratom", wobec Putina jest zaskakująco miękki. W czasie kryzysu gruzińskiego wybrał - mówiąc eufemistycznie - stanowisko Berlusconiego.

I jeśli czeska prezydencja w Unii będzie prezydencją sojusznika Polski, to właśnie dlatego że będzie realizować politykę Topolanka, a nie Klausa.