Januszowi Palikotowi nic się nie stanie za jego ostatnie ekscesy. To znaczy, bardzo bym chciał się mylić, ale dotychczasowe doświadczenie i pierwsze reakcje większości polityków PO świadczą o tym, że nie spadnie mu włos z głowy. Podobnie zachowanie Janusza Palikota świadczy o tym, że nie boi się on jakichś poważniejszych konsekwencji. Pewnie dla uspokojenia opinii publicznej (pisząc ściślej - dla picu) będą wypowiedziane jakieś groźne przemowy i gromkie słowa. Nie zdarzy się jednak nic takiego, co realnie by zabolało polityka z Lublina, było nie było, jednego z liderów i twarzy PO.

Sekwencja ostatnich zdarzeń pokazuje, że ścisłe kierownictwo PO nie wie, jak zareagować na impertynencje Palikota. Premier na urlopie, wicepremier Schetyna gdzieś na wyjeździe weekendowym. Dla mediów byli dostępni tylko politycy z drugiego planu. A oni musieli reagować według własnego wyczucia. Jarosław Gowin ostro odciął się od Palikota - rzadki to przykład odwagi w polityce. Może zresztą go to dużo kosztować. Zbigniew Chlebowski nie był już tak bezwzględny w krytyce, ale akurat jego bym nie potępiał. Gdyby los Palikota zależał od niego, to skandalista z Lublina już by wyleciał z partii. Obaj panowie nie przepadają za sobą, więc Chlebowskiemu ręka by nie zadrżała. Teraz ręce też mu nie zadrżały, ale tylko dlatego, że są związane przez szefostwo partii.

Tylko Tusk i Schetyna mogą powstrzymać Palikota. Krąży wiele teorii, dlaczego tego nie robią. Media je podają, choć trudno zweryfikować, która jest najprawdziwsza. Jedna rzecz jest pewna - Palikot nie jest barwnym ekscentrykiem, którego nie sposób okiełznać. To produkt zimnej kalkulacji. Atakuje i obraża tylko tych, o których wie, że opłaci się to jemu i jego partii. Jakoś jego odwaga nie obejmowała krytykowania Donalda Tuska ani Grzegorza Schetyny. Pod tym względem Palikot przypomina podwórkowego chuligana, który jest odważny tylko dlatego, że ma - silniejszych od innych - starszych braci. I tylko dzięki nim może wyżywać się na młodszych i słabszych dzieciakach.