Jednak nie każdy z krytyków Busha jest od niego mądrzejszy. Dzisiaj w DZIENNIKU pokazujemy specyficzną modę na "antybushowość", jaka zapanowała w Ameryce i Europie. Przedstawiamy karykaturalny wizerunek Busha w popkulturze, piszemy o performance’ach organizowanych przez amerykańskich aktywistów po to, by uprzykrzyć moment odejścia republikańskiego prezydenta. I co się okazuje? Otóż sposobem protestowania przeciwko Bushowi ma być rzucanie w niego butami dla upamiętnienia bohaterskiego irackiego dziennikarza, który rzucił butem w Busha podczas konferencji prasowej w Bagdadzie.

Otóż problem polega na tym, że nie ma kogo upamiętniać i z kim się solidaryzować. Muntadar Al-Zaidi rzucił butem w Busha, bo zawsze popierał Saddama Husajna, a teraz za nim tęskni. Nigdy nie rzucił butem w Saddama, bo za coś takiego zostałby zamordowany na miejscu, a cenę jego protestu zapłaciłaby jego rodzina, a pewnie nawet cały klan. Ale nie rzucał także dlatego, że gazowanie przez Saddama szyitów i Kurdów, torturowanie i mordowanie przeciwników politycznych nie wydawało mu się niczym złym, niczym godnym protestu. Dlatego powtarzanie jego gestu przez Amerykanina czy Europejczyka, żeby dać do zrozumienia Bushowi, iż nie akceptuje jego polityki, jest durnotą. Wrogiem Ameryki był także Hitler, czy to oznacza, że powinniśmy protestować przeciwko błędom Busha pod znakiem swastyki?

Są ludzie, którzy krytykują Busha dlatego, bo nienawidzą Ameryki i Zachodu. Podczas antybushowych protestów noszą flagi Hamasu, zachwycają się Ahmadineżadem, Chavezem, Castro, Kim Dzong Ilem. Od Ameryki wolą każdego tyrana, byle tylko był antyzachodni, antyliberalny, gardził demokracją. Oni z jeszcze większą wściekłością zaatakują amerykańskiego prezydenta, który będzie skuteczny.

Zarówno my w DZIENNIKU, jak też wszyscy rozsądni krytycy Busha w Ameryce i Europie odwróciliśmy się od niego z zupełnie innego powodu. Bo jego prezydentura była dla Ameryki i dla Zachodu katastrofą. Jego porażki, polityczny nieprofesjonalizm, próba krycia swoich błędów za każdą cenę Amerykę i Zachód osłabiły. Ameryka biła kolejne rekordy deficytu handlowego i budżetowego, a administracja Busha się temu nie przeciwstawiała. W ten sposób Bush wciągnął Amerykę w czarną dziurę finansowego kryzysu, a Ameryka pociągnęła za sobą cały Zachód. To za jego prezydentury rozluźniły się atlantyckie więzy łączące Amerykę i Europę. To administracja Busha potrafiła zdekonspirować czynną agentkę CIA tylko po to, by ukarać jej męża, amerykańskiego dyplomatę, który krytykował decyzję o interwencji w Iraku. To ludzie Busha upowszechniali naciągnięte raporty wywiadowcze, żeby mieć alibi dla rozpoczęcia wojny, która nie była konieczna.

To wszystko nie oznacza jednak krytyki Ameryki czy Zachodu, ale krytykę Busha za to, że okazał się ich nieprofesjonalnym liderem. Nie będziemy rzucać w Busha butami. I mamy nadzieję, że Obama będzie jako amerykański prezydent nieco bardziej skuteczny.