Prokuratura dała nam sygnał, że od tego tygodnia mamy prawo głosić, iż byczo jest. Żyjemy bowiem w nadzwyczaj praworządnym kraju, w którym specsłużby wszelkiej maści nikomu nie czynią szkody, zwłaszcza podsłuchami. Przestrzegana jest zasada, że panowie ze służb, zanim zaczną kogokolwiek podsłuchiwać, praworządnie zaklepują w sądzie sprawę stosownego zezwolenia.

Do takiego wniosku musi skłaniać decyzja prokuratury, która właśnie umorzyła śledztwo w tej sprawie podjęte na wniosek komisji sejmowej do spraw służb specjalnych. Co prawda nic bliżej na temat zarzutów wnioskodawcy pana posła Zemkego z SLD ani ustaleń samej prokuratury nie jest wiadome, bowiem wszystko jest jak najbardziej tajne. Podobnie jest z treścią szczegółowego uzasadnienia decyzji prokuratury. Tak więc na powyższy temat wiemy, że nic nie wiemy!

W politycznym światku na wiadomość, że tak jest fajnie, zatrzęsło się jak diabli. A pan eksminister Zbigniew Ziobro pokazał zęby – tym razem w uśmiechu – zapewniając, że wszystko, co na temat sposobu urzędowania jego rządu wygadywała opozycja, jest hucpą. Opozycja co prawda dmucha w inne dudki i mówi co innego, a pan Zemke nadzwyczaj się wszystkiemu dziwuje, ale jakie to ma znaczenie? Sprawę można by więc zamknąć, gdyby nie to, że jednak mimochodem to i owo się przytrafiło w tamtym dwuleciu i gołym okiem widać, że władza sobie pomagała na różne sposoby. Wystarczy, że przypomnę dwa drobiażdżki takie, jak samobójstwo posłanki Blidy i prowokacja wokół wicepremiera Leppera, ministra spraw wewnętrznych, komendanta policji i szefa ZUS. Tam przecież wszystko się zaczęło i skończyło na telefonach. Przy okazji pan prokurator Engelking urządził nam wówczas tak głęboką lekcję poglądową na temat podsłuchów, że do dziś jestem pod wrażeniem. A teraz ni z tego, ni z owego dowiaduję się, że wszystko było lege artis i podsłuchy – choć nieskuteczne, bo całe to towarzystwo poza panią Blidą chodzi luzem – były i są w jak największym porządku.

Otóż ja uważam, że umorzenie tej jednej z najważniejszych spraw politycznych w nowej Polsce jest najzwyczajniej rezultatem dogadania się służb ze sobą. Dlaczego? Otóż z przeróżnych lektur poświęconych służbom tajnym, jawnym i dwupłciowym, a wiec wszelkim policjom, prokuraturom i temu całemu tutti frutti, wiadomo, że nie znoszą one, gdy do ich spraw się mieszają profani. Zwłaszcza gdy próbują je okiełznać i wziąć za twarz, czyli poddać kontroli. Tak było, jest i będzie. W związku z tym służby generalnie są wszędzie przeciwne całemu temu dziwactwu parlamentarnemu, tej całej jawności, kontrolom i w konsekwencji nadzwyczajnym, czyli niesterowanym przez służby przeciekom. Gdy one bowiem się pojawiają, to tak czy siak policje biorą po siedzeniu. Tak jest w Ameryce, Anglii, we Francji i u nas.

Nieprzypadkowo od dziecka słyszymy zewsząd, że ręka rękę myje, a kruk krukowi oka nie wykole. Co oznaczają dziesiątki takich przysłów? Ano, że rzeczy brudne, kompromitujące nie tylko powinny, ale i są wyjaśniane w zaciszu gabinetów. Tymczasem niespodziewany układ polityczny po nieplanowanym zwycięstwie Platformy sprawił, że rozbudowywane przez poprzednią ekipę rządową służby zostały jak nigdy dotąd przyłapane in flagranti na wielkich – widocznych gołym okiem – fuszerkach. Z racji swej skali i głębi, mówiąc wprost, stały się one zagrożeniem dla całego policyjno-tajniackiego establishmentu w Polsce. Byłby to więc cios w całą potężną korporację. A trzeba przypomnieć, że służby te wraz z prokuraturą nie mają ostatnio dobrej prasy. Nasze tajne policje, mówiąc wprost, w ostatnich latach nie mają za sobą żadnych osiągnięć. Nie złapano w Polsce żadnego wielkiego agenta czy szpiega. Ostatni wielki sukces polskiego wywiadu, przypomnę, miał miejsce kilkanaście lat temu w czasie pierwszej wojny z Irakiem, gdy dzięki polskim agentom wywieziono z państwa Saddama kilku wyborowych i ważnych ludzi CIA. Dzięki tej brawurowej akcji Ameryka w nagrodę zborgowała nam kilka miliardów dolarów długu.

Z tych wszystkich powodów ostatnia decyzja prokuratury w sprawie podsłuchów zaskakuje, bowiem nie można w demokratycznym kraju tak ważnej sprawy jak nielegalne podsłuchy schować pod sukno na zasadzie: o rzeczach tajnych się nie mówi. Ten tajny gryf sprawia, że orzeczenie prokuratury na powyższy temat jest niewiarygodne i na jego temat można snuć przeróżne teorie. W tej sytuacji są one w pełni uprawnione. Z tym że gdyby przedstawione sugestie były prawdziwe, to powinno się nam zrobić zimno na karku. I jeszcze jedno. Nie rozumiem, jak komisja specjalna Sejmu może nie być uznawana za pełnoprawnego partnera prokuratury, współprowadzącego czy nadzorującego sprawy przez siebie wskazane. To skandal, marszałku Komorowski, że Sejm dał się tak zmajoryzować.