Politycy Platformy twierdzą, że między Donaldem Tuskiem a Włodzimierzem Cimoszewiczem jest "chemia", która przekłada się na naturalną chęć współpracy. Nie ma wątpliwości, że taka współpraca byłaby z pewnością korzystna dla obu polityków. Tusk, mając Cimoszewicza u swojego boku byłby spokojny, że nie wystartuje on w wyborach prezydenckich. Poza tym Cimoszewicz jest cenny ze względu na swoją międzynarodową pozycję i szerokie znajomości.

Z kolei Cimoszewicz, którego potencjału wyborczego nie potrafiła wykorzystać lewica, znów mógłby powrócić do pierwszego politycznego szeregu. Problem jednak w tym, że Platforma Obywatelska po fiasku w walce o fotel sekretarza generalnego Rady Europy nie miała dla byłego premiera innej tak konkretnej propozycji.

- Bardzo bym chciał, aby został zagospodarowany w taki sposób, który będzie satysfakcjonował jego samego i będzie korzystny dla Polski - przyznał wczoraj w "Faktach" TVN wiceszef klubu PO Sławomir Nowak. Inni politycy Platformy mówią wręcz wprost: - Jeśli byłaby realna szansa na jakieś prestiżowe stanowisko dla Polski, to Cimoszewicz byłby naszym kandydatem numer jeden.

Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że konkretna propozycja już padła: Włodzimierz Cimoszewicz miałby wejść w skład tzw. rady doradczej działającej przy premierze. I to właśnie on miałby radą pokierować. Sporne jest jednak to, kto wyszedł z inicjatywą jej utworzenia. Współpracownicy Tuska twierdzą, że pomysłodawcą był sam Cimoszewicz. Z kolei politycy lewicy sugerują, że propozycja padła od premiera Tuska.

Kandydat na prezydenta Tomasz Nałęcz, a prywatnie przyjaciel Cimoszewicza, zastrzega, że nic nie wie ma na temat ewentualnej oferty dla byłego premiera. Podkreśla jednak, że jego przyjaciel to typ propaństwowca, dlatego pewnie byłby gotów współpracować z premierem.

- Nie wykluczałbym tego. On już nie raz zwracał uwagę, że mankamentem polskiej polityki zagranicznej jest fakt, że zbytnio koncentruje się na bieżących sprawach - mówi Nałęcz. Jego zdaniem Cimoszewicz pewnie nie odmówiłby propozycji, która wykorzystywałaby jego kwalifikacje zawodowe. - Nie sądzę natomiast, by była to partyjna współpraca z Tuskiem, bo Cimoszewicz to człowiek centrolewicy - dodaje.

Faktem, że prawicowy Donald Tusk chce pozyskać centrolewicowego polityka nie jest zaskoczony też były premier Leszek Miller. - Też tak robiłem - przypomina. Rzeczywiście, politycznym łupem Millera była np. Katarzyna Piekarska, która za jego namową opuściła Unię Wolności i przeszła do SLD. A jakiś czas później została nawet wiceministrem spraw wewnętrznych.

- Premier, który chce prowadzić aktywną politykę zagraniczną powinien oprócz silnego MSZ mieć też kogoś w kancelarii w funkcji sekretarza stanu, który działałby bardziej nieoficjalnie - dodaje Leszek Miller. Zaznacza jednak, że jego zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza mogą interesować jedynie duże stanowiska, np. ambasadora w Rosji czy w USA, bądź kierowanie MSZ, a nie zwykła praca w kancelarii premiera.

Jest bardzo prawdopodobne, że Platforma Obywatelska będzie się starała znaleźć dla Cimoszewicza takie duże stanowisko. Wczoraj pisaliśmy w DGP o scenariuszu, według którego Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich, ale wystawi w nich Radosława Sikorskiego. W MSZ powstałby wówczas wakat. Sporo możliwości pojawiloby się również, gdyby to Donald Tusk został prezydentem. Do obsadzenia byłaby wówczas nie tylko kancelaria prezydenta, ale np. BBN.