"Druga połowa" marszałka Sejmu nie zamierza rezygnować z obecnego życia, spokojnych spacerów z psem czy wypadów na zakupy. Bez ochrony, tłumy dziennikarzy i dyplomatycznego nadęcia. Dlatego nie chce, by jej mąż startował - czytamy w bulwarówce.

Problem jednak w tym, że Komorowski to niemal murowany kandydat PO. Jest dużo dłużej w partii niż Sikorski i cieszy się większym zaufaniem Donalda Tuska. "Nie mam wątpliwości. Stawiałbym na Komorowskiego" - mówi Janusz Palikot z PO.

Politycy Platformy w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że fotel głowy państwa to marzenie Komorowskiego. "To naturalny krok naprzód. Teraz jako marszałek Sejmu jest przecież drugą osobą w państwie. Przed nim tylko funkcja prezydenta" - tłumaczy poseł PO.

Ale na drodze do spełnienia marzenia marszałka może stanąć jego żona. Politycy z kierownictwa partii zdradzają, że stanowczo sprzeciwia się kandydowaniu męża na prezydenta. "Nie chcę w ogóle rozmawiać o polityce" - ucina rozmowę, gdy "Fakt" pyta ją o plany męża.

Zbyt rozmowny nie jest też sam Komorowski. "Nie należy we wszystko wierzyć. Poza tym takie małżeństwo długo by nie przetrwało" - ucina. Ale zaraz dodaje: "Zanim cokolwiek się powie, trzeba się dwa razy zastanowić i ja to właśnie robię. Mam też swoje marzenia...".

>>> Czytaj także: Mam konie w... piwnicy