Donald Tusk ustąpił prezydentowi Kaczyńskiemu, ale rząd wcale nie jest z tego zadowolony. "Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że powinien lecieć premier, ale skoro prezydent się upiera, to Tusk robi miejsce Kaczyńskiemu" - mówił w Radiu ZET Grzegorz Schetyna.

Wicepremier podkreślił, że na spotkaniu unijnych przywódców Lech Kaczyński powinien reprezentować rząd i ogłosić, że Polska ma wprowadzić euro w 2012 roku.

Jednak wiadomo, że prezydent jest sceptyczny wobec tej daty i samego europejskiego pieniądza. Co, jeśli nie będzie chciał przedstawić w Brukseli stanowiska rządu w tej sprawie? Może się tak zdarzyć, tym bardziej, że prezydencki minister Witold Waszczykowski przyznał w RMF FM, iż rząd może dać swoje oficjalne stanowisko na szczyt, ale nikt nie może zmusić Lecha Kaczyńskiego do czegoś jakąś deklaracją.

Odpowiedź na te wątpliwości Schetyny jest jasna. "Jeżeli tak nie powie, to nie będzie reprezentował rządu w tej sprawie, a jego wyjazd na szczyt będzie bezcelowy" - uważa wicepremier.

Polityk Platformy Obywatelskiej dodaje, że tym razem nie ma kłótni o to, kto którym samolotem poleci na szczyt i gdzie będzie siedział, bo Donald Tusk "nie chciał kolejnej traumy z prezydentem". "Premier nie chce powtarzać sytuacji sprzed kilku tygodni. Nie chcemy być obiektem kpin i zartów, dlatego nie lecimy" - mówił w Radiu ZET wicepremier.

Nieformalny szczyt Unii Europejskiej zwołał prezydent Francji, która w tej chwili przewodzi Wspólnocie. Głównym tematem rozmów podczas piątkowego obiadu ma być światowy kryzys finansowy.