Janusz Śniadek podkreślił, że kolejne protesty będą się odbywać w następnych dniach. "Aż wymusimy wycofanie się rządu z tych pomysłów" - dodał przewodniczący "Solidarności" po rozmowie z marszałkiem Komorowskim.

Dzisiejszy protest zorganizowało Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, ale pojawili się na nim również związkowcy z innych organizacji: "Solidarności" i Federacji Związków Zawodowych.

Protestujący domagali się odstąpienia od rządowych planów reformy emerytalnej. Przede wszystkim chodzi o emerytury pomostowe, do których prawo ma stracić znaczna część pracowników. Pod Sejm przyjechali przedstawiciele branż, które mają stracić "pomostówki": kolejarze, górnicy, hutnicy i nauczyciele - w sumie kilka tysięcy osób.

Manifestanci skarżyli się, że rząd niedostatecznie konsultował z nimi proponowane zmiany w emeryturach. W odpowiedzi, szef doradców premiera Michał Boni pokazał dziennikarzom protokoły z posiedzeń Komisji Trójstronnej z podpisami liderów związkowych.

Związkowcy mówią jednak, że rząd wypowiedział im wojnę. "W momencie, gdy świat i Europa stanęły wobec zagrożenia kryzysem finansowym, my od rządu słyszymy, że Polska jest bezpieczna, a rząd i parlament rozpoczynają wojnę ze związkami zawodowymi. Największy konflikt społeczny od lat - to jest rządu recepta na kryzys" - mówił do pikietujących szef "Solidarności" Janusz Śniadek.