Czego dotyczy tajna umowa między politykami Platformy Obywatelskiej a Kazimierzem Marcinkiewiczem? Do tej pory dziennikarze uważali, że wyborów do europarlamentu. Marcinkiewicz miał być w nich jedną z wyborczych lokomotyw PO. Jednak premier zaprzeczył, że tak będzie. "Rozmawialiśmy o tym i (Marcinkiewicz) prosił, by nie brać go pod uwagę przy układaniu list wyborczych" - powiedział dziś szef rządu.

"Pytałem go, na ile możliwy jest jego powrót do polityki i czy - gdyby się okazało, że jego wiedza i energia byłyby potrzebne - czy byłby gotów zmienić swoje usytuowanie dzisiaj w biznesie" - mówił Tusk. Współpracy na razie jednak nie będzie. "Jeśli będzie sygnał z mojej strony, że Kazimierz Marcinkiewicz jest potrzebny, były premier będzie do dyspozycji" - dodał Tusk.

>>>Platforma nęci Marcinkiewicza

Marcinkiewicz powiedział wczoraj, że już w lutym może zostać ujawniona część jego umowy z PO. Jak podkreślił, to jest "umowa koleżeńska" i część jej dotyczy czerwcowych wyborów do PE. Wiadomo już, że nie chodzi o jego start z list PO. Co więc określa umowa?

Jedna z wersji zakłada, że były premier mógłby znaleźć się w składzie rządu PO-PSL. Tej hipotezie zaprzecza jednak sam Marcinkiewicz. W krótkiej rozmowie z DZIENNIKIEM powiedział: "Jestem usatysfakcjonowany pracą w londyńskim banku i temu zamierzam się dalej poświęcić. Taką decyzję podjąłem już pół roku temu" - mówi Marcinkiewicz.

Marcinkiewicz pracuje w jednym z największych banków inwestycyjnych na świecie Goldman Sachs. Jest międzynarodowym doradcą na Europę Centralną i Wschodnią. Ostatnio zrobiło się o nim głośno z dwóch powodów - jego ewentualnego startu w wyborach do europarlamentu i... rozwodu.

>>>Marcinkiewicz zdradza kulisy rozwodu

"Od kiedy Kazimierz Marcinkiewicz nie jest w PiS, przestał mnie interesować w kategoriach polityka. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, że Marcinkiewicz umawia się z PO. I to dla Platformy jest on teraz problemem, a nie dla PiS" - uważa Joachim Brudziński z PiS.

I dodaje, że poparcie dla byłego premiera nie jest już takie, jak kiedyś. "Jego niewątpliwy potencjał polityczny, jaki miał, gdy był w rządzie, został roztrwoniony w ostatnich miesiącach. Teraz nie jest już żadną wartością dla polskiej polityki" - podsumowuje Brudziński.