"W minionym tygodniu odwiedziłem - wciąż pracujący, mimo sejmowych wakacji - Senat RP. Scena z baru w budynku Senatu, poranek, ok 9.30. Dwóch senatorów: jeden nieznany mi, drugi to wielka postać polskiej kultury, autor scenariuszów do filmów Krzysztofa Kieślowskiego. - pisze na swoim blogu Ryszard Czarnecki.
Dalszy przebieg tej rozmowy wprawił eurodeputowanego PiS w konsternację: "Jeden z panów włącza trzeci bieg: A transwestyci? Co z transwestytami? Przecież transwestyci też powinni mieć parytet! Na przykład 2-3 transwestytów w Senacie! Nie można krzywdzić transwestytów!!!. Itd., itp. - relacjonuje polityk PiS.
>>> Czarnecki: Nihilista Palikot źle skończy
Ale podkreśla, że "Włoski Sejm miał w zeszłej kadencji jednego transwestytę, ale nie wynikało to, Boże uchowaj, z parytetów w tych obszarach seksualnych, ale po prostu jedna z partii lewicowych takiego kogoś wystawiła na miejscu <biorącym>. Ot i cała tajemnica" - donosi Czarnecki.
"Nie mam zdania na temat parytetów. Nie zajmowałem się tą sprawą. Zaprzeczam też, żeby taka rozmowa miała w ogóle miejsce" - odpowiada senator Krzysztof Piesiewicz. "Przy okazji chcę powiedzieć, że nie należy żadnych rozmów podsłuchiwać, a już na pewno nie wolno podsłuchanych rozmów włączać do publicznego obiegu. Przy czym w tym wypadku nie było mowy o tym temacie (parytetów)."
Senator Piesiewicz przypomina też Czarneckiemu: - mówi Piesiewicz.