Opowieści Pawła Piskorskiego są mniej więcej tak wiarygodne jak jego wygrana w ruletkę. Wpisuje się w PiS-owski, macierewiczowski styl określania wszystkich albo złodziejami, albo zdrajcami. Naprawdę nie ma tutaj czego komentować. Paweł Piskorski kupił diagnozę Jacka Kurskiego, że "ciemny lud wszystko kupi" i w czasie kampanii próbuje o sobie przypomnieć - mówi w rozmowie z portalem natemat.pl Andrzej Halicki, były rzecznik KLD. 

>>>CDU finansowała KLD? Palikot: Piskorski mówi, że ma dowody

Halicki twierdzi też, że Piskorski wcale nie był tak ważnym politykiem, jakim próbuje się pokazać - nie należał do KLD od samego początku, nie miał więc dostępu do danych o finansowaniu partii. Jego zaangażowanie było bardzo duże, ale teraz mówi o historiach, które nie mają związku z jego doświadczeniami w partii, których nie pamięta, bo nie może pamiętać – wtedy nie było go w KLD. To co mówi to insynuacje - stwierdza. Halicki kategorycznie odrzuca bowiem oskarżenia o przyjmowanie pieniędzy od CDU. Jeśli chodzi o relacje międzynarodowe, to najpierw mieliśmy bardzo luźne kontakty z ugrupowaniami liberalnymi. Na pewno to nie było CDU, z nim zaczęliśmy współpracę dopiero w 1992 roku. Wcześniej. chcieliśmy współpracować z liberałami, ale oni wtedy mieli za partnera komunistyczne Stronnictwo Demokratyczne - wyjaśnia. 

>>>Niemcy finansowali partię Tuska? Burza po okładce "Wprost"

Halicki odpowiada też ciosem na cios. Przypomina Piskorskiemu, że jest obecnie szefem ugrupowania, które było satelitą PZPR-u, tych wstrętnych komunistów, zdrajców i można by dalej wymieniać przymiotniki, którymi zwykle posługują się PiS i Macierewicz.

Halicki uważa też, że zarówno Piskorski, jak też jego koledzy z Europy Plus-Twojego Ruchu, prowadzą żałosną kampanię - zamiast bowiem rozmawiać o sprawach merytorycznych to albo opluwają innych, albo robią idiotyczne klipy.