Ewa Kopacz ma pierwszy kryzys jeszcze przed sejmowym expose. Po tym, jak górnicy z Solidarności zablokowali transport węgla z Kaliningradu, w kancelarii szefowej rządu zwołano naradę. Kopacz poleciła maksymalnie przyspieszyć prace nad rozwiązaniami, które idą w stronę górniczych postulatów.

Górnicy chcą szybkiego postawienia tamy dla importu rosyjskiego surowca. Żądają wprowadzenia mechanizmów, które znacząco ograniczą jego ilość na rynku. Powołują się przy tym na rozmowy z premierem Donaldem Tuskiem jeszcze przed wakacjami. Teraz oczekują, by Ewa Kopacz nie tylko potwierdziła ustalenia z Tuskiem, lecz także zadeklarowała konkretny kalendarz wprowadzenia ich w życie.

Oczekujemy od pani premier Ewy Kopacz, że w expose wskaże konkretny termin realizacji postulatów zgłaszanych przez stronę związkową, przyjętych do realizacji przez poprzedniego premiera – napisali w petycji górnicy. – Protest będzie trwał, dopóki nie otrzymamy odpowiedzi od pani premier. Gdy ją dostaniemy, zapadną kolejne decyzje – zapowiada Jarosław Grzesik z górniczej Solidarności.

Rząd już kilka miesięcy temu analizował scenariusze w związku z kryzysem w branży węglowej. Podstawowa konkluzja wynikająca z nich była dla niego niekorzystna: wstrzymanie importu, czytaj: zaspokojenie oczekiwań górników, jest niemożliwe. W dużej mierze chodzi bowiem o węgiel opałowy, który trafia do odbiorców indywidualnych w sprzedaży detalicznej.

Oficjalnie węgiel importowany – w większości rosyjski – to 20 proc. rynku. Rosjanie, którzy wydobywają go taniej, często w kopalniach odkrywkowych, wysyłają niesortowany surowiec do Polski. Dzięki temu opłaty i cła są niższe. Rosyjski surowiec na miejscu jest sortowany. Lepszy trafia do handlu detalicznego. Gorszy, w tym miał, do lokalnych kotłowni. Staje się więc konkurencją dla polskiego węgla.

Z analiz rządowych wynika, że Rosjanie oferują swój węgiel za cenę około 10 proc. niższą od polskiego. To wystarcza, by wypierać go z rynku. Do tego dochodzą podejrzenia, że faktyczny import jest wyższy, bo część dostaw jest niefakturowana.

Właśnie do tego piją górnicy. Chodzi przede wszystkim o wprowadzenie koncesji na handel węglem, wdrożenie systemu certyfikatów jakościowych w obrocie tym surowcem, a także ograniczenie importu węgla o niskich parametrach jakościowych, wyliczają w swojej petycji.

Pracujemy nad uporządkowaniem rynku przez wprowadzenie koncesjonowania i kryteriów jakościowych w odniesieniu do węgla, który jest przedmiotem obrotu. Chcemy zapanować nad żywiołowo napływającym importowym surowcem – zapewnia wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz.

Dwie ustawy są już w Sejmie. Rząd wybrał ścieżkę poselską. To prawo energetyczne i ustawa o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw. Zmiana prawa ma spowodować, że rynek stanie się bardziej przejrzysty.

Chcemy, aby było wiadomo, jaki węgiel z jakim konkuruje i po jakich cenach. Dziś często mamy do czynienia z różnymi formami nie zawsze uczciwej konkurencji – podkreśla Pietrewicz.

Rozwiązania proponowane przez rząd mają też doprowadzić do tego, by rosyjski węgiel trafiał do Polski sortowany. To na rękę rządowi nie tylko z powodu żądań górniczych, ale także tego, że na obecnym sposobie traci budżet. Dlatego w tym punkcie spełnienie postulatów protestujących nie powinno być trudne.

Górnicy jednak idą dalej. Chcą zmian w ustawie o zamówieniach publicznych. Domagamy się wprowadzenia w polskim prawie zapisów gwarantujących spalanie polskiego węgla w komunalnych ciepłowniach – brzmi ich petycja.

Generalnie polska energetyka zasilana jest polskim węglem. Z wyjątkiem lokalnych ciepłowni kierujących się rynkową logiką, czyli stawiających na tańszy rosyjski. Przy kupnie opału, jak w większości innych przypadków, kryterium jest najniższa cena.

Zmiany postulowane przez górników z pewnością nie spodobają się odbiorcom. To oni zapłacą za kompromis rząd – górnicy. Pierwsze rezultaty polsko-polskiej wojny o rosyjski węgiel zobaczą tej zimy na rachunkach za ogrzewanie.

Będziemy przyspieszać maksymalnie decyzje porządkujące handel węglem, ale nie możemy działaniami na rzecz górników psuć rynku i prawa do efektywnego wyboru innych uczestników rynku – uspokaja konsumentów wiceminister Pietrewicz.