Posłanka Krystyna Pawłowicz uważa, że nie zrobiła nic złego, jedząc na sali posiedzeń. Wczoraj w salach posiedzeń komisji sejmowych obok wody postawiono dla posłów talerzyki z ciastkami i cukierkami czekoladowymi - pisze na portalu fronda.pl. Za wszystko wini Radosława Sikorskiego, który fatalnie ułożył posłom harmonogram. 

ZOBACZ TAKŻE: Awantura w Sejmie o głodną posłankę>>>

Jest się czasem zmuszonym, gdy marszałek Sejmu niehigienicznie ustalający porządek obrad i taki tryb pracy posłów, w którym wielogodzinne, ciągłe głosowania nad budżetem wyznaczane są na wiele godzin nocnych i wczesnoporannych. W czasie głosowań z sali wyjść nie można. Bardzo wielu posłów ratuje się więc przyniesionymi na salę w kubkach na te długie głosowania – kawą, herbatą, sokami w butelkach, kanapkami czy małymi sałatkami serwowanymi w tym czasie w otwartym do rana, specjalnie na późne głosowania, bufecie - wyjaśnia. 

Twierdzi, że sam marszałek podczas posiedzenia pił napoje, przynoszone przez obsługę, a na poselskich ławach można zobaczyć kanapki i napoje. Nikt demonstracyjnie nie je, ale podczas wielogodzinnych głosowań – niekiedy dyskretnie trzeba. Nikt nigdy nie robił z tego problemu. Zwyczaj chamskiego komentowania tej naturalnej sytuacji wprowadzili wczoraj palikociarze przy wsparciu marszałka Sikorskiego, który jak wspomniałam, sam ostentacyjnie popijał jakieś napoje donoszone mu w kubkach z zaplecza - oburza się polityk PiS.

Na koniec radzi też innym posłom, że lepiej posilić się kanapką, niż zachowywać się jak po spożyciu…., lub po zażyciu.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Ty chamie", "zamknij ryj"... Nieparlamentarne słowa w Sejmie>>>