Politycy PiS uważają, że PSL jeszcze przed wyborami może zmienić prezesa. Może to zrobić Rada Naczelna, która zbiera się w sobotę w Warszawie. Według przewodniczącego klubu parlamentarnego PiS Mariusza Błaszczaka, po wyborach prezydenckich odwołanie Janusza Piechocińskiego byłoby zupełnie naturalne, bo kandydat ludowców uzyskał poparcie w granicach błędu statystycznego.

Mariusz Błaszczak przypomniał, że jeszcze w jesiennych wyborach samorządowych PSL osiągnął olbrzymi sukces. Poparcie dla "ludowców" w wyborach do sejmików wojewódzkich wynosiło ponad 20 procent. - Spaść z 24 procent do niecałych 2 procent to jest rzeczywiście katastrofa i wydaje się, że politycy powinni wyciągnąć z tego wnioski - powiedział szef klubu PiS.

Według posła PiS Andrzeja Jaworskiego, wyborcy PSL wstydzą się się za swojego lidera. Poseł powołał się lokalnych polityków PSL na Pomorzu, którzy uważają wybór Piechocińskiego za najgorszą katastrofę dla PSL w ostatnim stuleciu.

Piechociński doprowadził do tego, że PSL nie tylko stał się zakładnikiem Platformy Obywatelskiej, ale wiernopoddańczym sługą, który obawiał się mieć jakikolwiek swój własny głos - dodał poseł Jaworski.

Jeśli ktoś ma dokonać w PSL nowego otwarcia, to zdaniem posła PiS nie będzie to Władysław Kosiniak-Kamysz, tylko były prezes Waldemar Pawlak, który jest jego zdaniem osobą najbardziej charyzmatyczną i najsilniejszą politycznie w tym środowisku.

Waldemar Pawlak przegrał w wyborach wewnątrzpartyjnych z Januszem Piechocińskim na kongresie w listopadzie 2012 roku. Po porażce ustąpił z funkcji wicepremiera i ministra gospodarki w rządzie Donalda Tuska.