Polskie przepisy są bardzo proste: wymieniają trzy powody, w których można przerwać ciążę. Po pierwsze, jeśli istnieje zagrożenie życia i zdrowia kobiety ciężarnej. Po drugie, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej); wystąpienie tej okoliczności stwierdza lekarz inny niż dokonujący przerwania ciąży. Oraz po trzecie, gdy zachodzi podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. A jednak liczba spraw, sprzeczne wyroki sądowe wydawane przy okazji kwestii aborcyjnych czy kłótnie w środowisku lekarskim pokazują, że interpretacje są bardzo różne.

Granica

Przede wszystkim nie ma ścisłe ustalonej daty do kiedy można przerwać ciążę. - Najczęściej pojawia się 22-24 tydzień, bo taka wykładnia pojawia się wyrokach sądowych – mówi ginekolog prof. Mirosław Wielgoś.
Na tym, do kiedy można wykonywać aborcję oparła się m.in. sprawa małżeństwa z Podlasia, które wytoczyło proces lekarzom, za odmowę przeprowadzenia badań genetycznych pomimo podejrzenia ciężkiego uszkodzenia płodu. To zaś uniemożliwiło przeprowadzenie aborcji. W efekcie Barbarze i Sławomirowi W. urodziło się drugie dziecko z ciężką wadą genetyczną (hipochondroplazją kości). Kobieta wpadła w depresję poporodową, która spowodowała, że przez 6 miesięcy nie mogła zajmować się dzieckiem. Stan zdrowia dziecka ograniczył im możliwość pracy w pełnym wymiarze.

Małżeństwo zaskarżyło szpital i lekarzy, żądając 1,5 mln zł – m.in. zadośćuczynienia za złamanie praw pacjenta, odszkodowanie za koszty leczenia, a także koszty utrzymania dziecka, utratę zarobków etc.
Sprawę rozpatrywał sąd okręgowy i apelacyjny. Potem wszystkiemu jeszcze raz przyjrzał się jeszcze Sąd Najwyższy, który cofnął sprawę do apelacyjnego. To tam po raz pierwszy tak otwarcie poruszono sprawę terminu. Sąd Apelacyjny udowadniał, że jedynym dostępnym badaniem diagnostycznym było badanie USG, które w sposób wiarygodny i miarodajny mogło wskazać na występującą chorobę genetyczną córki powodów dopiero po 24 tygodniu ciąży, podczas gdy jedynie – jak uważali sędziowie - do 20 tygodnia ciąży można przerwać ciążę. A więc i tak badania nic by tu nie pomogły, a aborcji i tak nie można byłoby wykonać. Dlatego zdaniem sądu nie było podstaw do obciążenia odpowiedzialnością odszkodowawczą szpitala za to, że do zabiegu nie doszło.

Jednak SN wykazał, że to absolutnie błędne myślenie. Po pierwsze można było za pomocą badań prenatalnych wadę wykryć wcześniej. Poprosił także o ocenę biegłych z Zakładu Genetyki Medycznej Centrum Zdrowia Dziecka, by określili, kiedy płód uzyskuje zdolność do samodzielnego życia poza organizmem matki (o czym mówi się w ustawie). A ci stwierdzili, że następuje to około 24 tygodnia ciąży, wobec czego przerwanie ciąży z tzw. przyczyn genetycznych dopuszczalne jest do 24 tygodnia ciąży. To zdaniem sądu zasadniczo zmieniło sprawę – bo szpital w ten sposób ponosił pełną odpowiedzialność.

Zespół Downa

Kolejną sprawą, która często wywołuje wiele kontrowersji, to kwestia jakie wady mogą być uznane za wskazanie do przerwania ciąży? Jak przyznaje prof. Ewa Helwich, konsultant w dziedzinie neonatologii, to temat, który zawsze wywołuje wiele dyskusji. Oni sami, w zespole lekarskim, który kwalifikuje do wykonania zabiegu (zespół uznaje, czy może dojść do przerwania ciąży u konkretnej pacjentki) – czasem mają odmienne zdania. I jak mówi lekarka, być może pacjentka z tym samym wynikiem badań prenatalnych w jednej placówce może dostać odmowę, a w innym szpitalu taką zgodę mogłaby już otrzymać.

Kilka lat temu głośna była sprawa kobiety, której lekarze odmówili prawa do aborcji. W wyniku badań prenatalnych stwierdzono u dziecka zespół Downa. Lekarz poprosił o opinię ówczesnego konsultanta w dziedzinie ginekologii, który nie wyraził zgody na zabieg. Lekarzowi zarzucono, że podjął nieuzasadnioną decyzję. Jednak sprawa ostatecznie dotyczyła kwestii odmowy niż samego powodu odmowy, tzn. choroby. Zabieg został wykonany w innym szpitalu.

Również w roku 2011 w poznańskim szpitalu odmówiono pacjentce wykonania aborcji, uznając, że zespół Downa rozpoznany u płodu, nie jest wskazaniem do przeprowadzenia takiego zabiegu. Wtedy środowisko lekarskie się podzieliło. Prof. Ewa Helwich, konsultant w dziedzinie neonatologii, przyznaje, że kwestia terminacji ciąży przy zespole Downa był także podnoszony przez ich zespół. – Nas ostateczni przekonali genetycy. Bardzo jasno powiedzieli, że jeśli choroba genetyczna prowadzi do upośledzenia umysłowego, zawsze powinna być kwalifikowana jako ciężka. Gdybyśmy nie kwalifikowali jej jako powód do terminacji rodzice mogli by zwrócić się do sądu i wygrali by taką sprawę – mówi prof. Helwich. I dodaje, że np. niektóre stany w USA od dawna ustawowo uznają to schorzenie za ciężkie i nieodwracalnie i jest uznane jako oficjalny powód do zabiegu.

Jednak lekarze – zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy – uważają, że stworzenie listy nie byłoby wskazane. Zdaniem przeciwników aborcji – mogłoby stanowić „zachętę” by w konkretnych przypadkach terminować ciążę. Zwolennicy uważają, że nie można dokładnie sprecyzować jakie wady płodu mogą się pojawić.

Godne odejście

Ustawa również nie precyzuje jak należy postępować przy zabiegu przerywania ciąży. – Nie ma rekomendacji Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego – przyznaje prof. Wielgoś. Nie ma również wytyczonego opracowanego przez neonatologów. Nic nie mówią o tym przepisy Ministerstwa Zdrowia. Jedyne o czym jest mowa, to że opinię lekarza, wskazującego, że można przerwać ciążę, powinien potwierdzić inny lekarz. Jednak nie sprecyzowano jakiej powinien być specjalizacji.

Prof. Ewa Helwich, przyznaje, że wiele szpitali tworzy własne przepisy i wyznacza standardy postępowania w swojej placówce.  W większych szpitalach standardem jest to, że powoływana jest komisja, która wspólnie podejmuje decyzję, jak zakwalifikować dany przypadek. Jeżeli lekarze zgodzą się na zabieg, pacjentka wysyłana jest na oddział. Jeżeli ciąża jest zaawansowana, poród jest sztucznie wywoływany. Wówczas nie ma żadnej gwarancji, że dziecko (czy też płód w zależności od terminologii i podejścia ideologicznego) nie urodzi się z oznakami życia. Wówczas powinien być wezwany lekarz, najlepiej neonatolog, który oceni, co można zrobić. Jeżeli istniałaby przesłanka, że dziecko da się uratować, etycznym obowiązkiem lekarza jest podjęcie próby ratowania życia.

Jednak lekarze przekonują, że dzieci urodzone do 24 tygodnia właściwie nie mają szans na przeżycie, więc należy im zapewnić opiekę paliatywną (hospicyjną). Zminimalizować cierpienie i pozwolić godnie odejść. Kiedy dziecko umiera lekarze mają obowiązek spytać rodziców, czy chcą być przy nim. Mogą nawet je przytulić. Jednak jak opowiadają lekarze rzadko zdarza się, by rodzice, którzy przyszli z zamiarem zakończenia ciąży decydowali się na takie rozwiązanie. To dotyczy raczej sytuacji, kiedy dochodzi do przedwczesnego porodu.

Alimenty od lekarza

Brak konkretnych przepisów wykazuje, że konsekwencje mogą być bardzo różne. Również dla lekarzy, którzy nie pozwolą na aborcję. W jednej ze spraw sąd uznał, że w przypadku bezprawnego uniemożliwienia dokonania zabiegu przerwania ciąży, będącej następstwem gwałtu – osoba, czy tez instytucja, która nie dopuściła do aborcji – ponosi koszty utrzymania dziecka.

W sprawie, którą rozpatrywał sąd, chodziło o kobietę która został zgwałcona przez nieznanego sprawę. Trzy miesiące po gwałcie lekarz potwierdził ciążę. I wystawił skierowanie z zaleceniem usunięcia ciąży. Zgodnie z prawem można dokonać aborcji jeżeli doszło do niej w wyniku czynu zabronionego. Jednak lekarze nie zgodzili się przeprowadzić zabiegu i dziecko przyszło na świat. Cztery lata później kobieta wytoczyła sprawę przeciwko skarbowi państwa z żądaniem o zapłatę zadośćuczynienia w wysokości 20 tys. zł i renty na rzecz syna, który urodził się z niepełnosprawnością. Uzasadniała, że bezprawnie uniemożliwiono jej podjąć decyzję. Sędziowie SN uznali, że odpowiedzialność, także finansowa, leży po stronie szpitala czy wojewody (obie instytucje zostały pozwane), jednak napisali, że mają przy tym świadomość kontrowersji, jakie wywołuje problem roszczeń związanych z urodzeniem dziecka w wyniku ciąży będącej następstwem gwałtu, gdy bezprawnie uniemożliwiono dokonanie zabiegu przerwania ciąży.

Dlatego podkreślili, że z tego względu pożądane jest, aby zainicjowano prace ustawodawcze umożliwiające przejęcie przez państwo kosztów utrzymania dziecka w przypadku, gdy kobieta nie skorzystała z możliwości legalnego przerwania ciąży bądź gdy bezprawnie uniemożliwiono jej wykonanie tego zabiegu.
Na razie jednak żadnego takiego funduszu nie ma.