Dziennikarze portalu dotarli do akt spraw o przyznanie odszkodowań skierowanych do sądu. Trzy z nich – jak pisze OKO.press – skierowała Beata Gosiewska, która wzywa MON do wypłaty "po 1,25 miliona złotych zadośćuczynienia dla niej i każdego z dzieci oraz po 400 tysięcy złotych odszkodowania" – czytamy.

Dodatkowo europosłanka PiS domaga się przyznanie każdemu z dzieci jej i Przemysława Gosiewskiego po "72 tysiące złotych wyrównania renty i dodatkowej renty w wysokości 2 tysięcy złotych miesięcznie".

Jak pisze OKO.press, zarówno Gosiewska, jak i jej dzieci, otrzymali już zadośćuczynienia. Dostają też od kilku lat świadczenia od państwa.

Skąd kwota 5 milionów złotych? Zdaniem Gosiewskiej jej mąż mógł jeszcze przez wiele lat być czynnym politykiem. Dokładnie przez 21 lat. Pomnożyła więc 21 lat przez jego uposażenie, jakie otrzymywał w chwili śmierci i ewentualne "awanse finansowe".

"W momencie katastrofy znajdował się u szczytu kariery politycznej, w każdych kolejnych wyborach uzyskiwał coraz wyższe poparcie", a w najbliższych planach miał kandydowanie do Parlamentu Europejskiego "co wiązałoby się z olbrzymim awansem finansowym – jego uposażenie wzrosłoby dwukrotnie" – cytuje OKO.press uzasadnienie w dokumentacji złożonej przez Beatę Gosiewską.

- Są oczekiwania i są realne możliwości. Jeśli ktokolwiek dostanie pieniądze, to dzieci. Co do samej pani Gosiewskiej, sytuacja będzie bardziej skomplikowana. Ma prawo wystąpić o taką kwotę, jaką zażądała. Ale najwyższa zasądzone do tej pory kwoty wynosiły od 10 tys. zł do 250 tys. zł. Jej oczekiwania nie są realne i chyba musi je zweryfikować - komentuje w "Super Expressie" pełnomocnik MON mec. Andrzej Lew-Mirski.