Odpowiadając na pytanie Andżeliki Możdżanowskiej (PSL), ile razy spotkał się z Tuskiem ws. Amber Gold, Seremet odpowiedział, że jakieś trzy razy.

- Rozmawialiśmy przede wszystkim, kiedy pan premier zaprosił mnie na spotkanie z udziałem kilku ministrów, którego przedmiotem była konieczność zaradzenia takim wydarzeniom w przyszłości - powiedział. - Premier był lekko, a może mocno, poirytowany tym, co się stało; krytycznie wyrażał się o działalności różnych służb, w tym także prokuratury – dodał Seremet. Podkreślił, że Tusk dążył to tego, by przyjąć metody lub zmianę prawa, aby skutecznie walczyć z piramidami finansowymi.

Na pytanie posłanki, czy była wtedy mowa o zatrudnieniu syna Tuska w należących do Amber Gold liniach lotniczych OLT Express, Seremet odparł: - Nie rozmawialiśmy o tym. Z innych spotkań wiem, że premier opowiadał, że nie miał z tym nic wspólnego - dodał.

Według Seremeta, kilka razy po tym spotkaniu jego zastępca odbywał spotkania w Komitecie Stabilności Finansowej ws. możliwych rozwiązań. Dodał, że efektem tych spotkań było m.in. żądanie Tuska przedstawienia mu analizy nt. przestępczości gospodarczej za kilka ubiegłych lat. -Taki raport sporządziliśmy i przedstawiliśmy premierowi – dodał Seremet.

Możdżanowska pytała też, czy oceniając zachowanie trójmiejskich prokuratorów, można uznać, że szef Amber Gold Marcin P. mógł być pod jakąś ochroną. - Nie dostrzegałem żadnych przesłanek, które mogłyby doprowadzić do konkluzji, że są tu jakieś relacje osobiste czy jakiekolwiek, które powodowałyby ochronę Marcina P. – padła odpowiedź.

Seremet przyznał, że prokuratorzy z Trójmiasta nie zdawali sobie sprawy, jak szerokie rozmiary przybiera sprawa Amber Gold. Mówił też o ich „rutynowym podejściu w najgorszym tego słowa znaczeniu”. - To było żałosne - tak zaś Seremet ocenił zgodę jednego z prokuratorów, że potrzebne akta Marcin P. dostarczy mu po powrocie z urlopu.

Pytany o kontakty jednego z gdańskich prokuratorów, który dostawał bezpłatne zaproszenia na mecze, tak jak politycy, Seremet odparł, że on sam zawsze unikał „zbyt bliskich relacji z władzami lokalnymi czy centralnymi”. - Niektóre osoby takiego wstrzemięźliwego podejścia nie preferują, ale też nie spotkałem się z takimi drastycznymi przypadkami uwikłania prokuratora w jakiś układ lokalny, poza sprawą rzeszowską oczywiście, którą znamy – podkreślił. Dodał, że czegoś takiego w Gdańsku nie dostrzegł.

Brak nadzoru

"Istotą nieudolności" śledztwa ws. Amber Gold w Prokuraturze Rejonowej w Gdańsku-Wrzeszczu było to, że nie było nad nim należytego, właściwego nadzoru - ocenił b. prokurator generalny Andrzej Seremet.

Jak jednocześnie przypomniał na początku zeznań w ramach tzw. swobodnej wypowiedzi, ówczesny regulamin wewnętrznego funkcjonowania prokuratury de facto zakazywał prokuratorowi generalnemu obejmowania nadzorem innych postępowań niż te, które toczyły się w prokuraturze apelacyjnej, czyli szczebel niżej.

Nadzór był bowiem usytuowany na zasadzie nadzoru dwuszczeblowego, czyli mógł być wykonywany przez prokuraturę okręgową wobec rejonowej, apelacyjną wobec okręgowej i generalną wobec apelacyjnej. Stąd też możliwości wykonywania czynności nadzorczych przez prokuratora generalnego w odniesieniu do sprawy takiej jak ta, która toczyła się w prokuraturze rejonowej w Gdańsku-Wrzeszczu był niemożliwy - wyjaśnił Seremet.

Sądzę, że oczekiwania, które miałyby jakiś posmak sensacyjny, jeśli chodzi o treść moich zeznań, z całą pewnością nie zostaną spełnione - powiedział. Dodał, że „tu żadnych sensacji przy działalności mojej czy prokuratury nie ma, oprócz tych faktów, które były już opinii publicznej i komisji także znane”.

Seremet wskazał, że w okresie, którego dotyczą prace komisji, obowiązywała zasada niezależności prokuratora prowadzącego określone postępowanie. Mówił, że „stanowiła ona odpowiedź na zbyt rygorystyczne i ścisłe kierowanie prokuraturą”. Seremet powiedział, że jeśli by przyjąć, że ta zasada oznacza, iż decyzja prokuratora mogła być zmieniona wyłącznie przez bezpośredniego przełożonego, to uważał on, że "nie jest to do końca trafne i właściwe" i dlatego domagał się przez całą swą kadencję zmiany tych zasad.

Świadek przyznał, że był za to krytykowany. Przypisywano mi złe intencje, intencje zmierzające do tego, by poszerzyć swoje imperium kosztem niezależności prokuratorów - opisywał. To ja miałem odpowiadać za konkretne błędy prokuratury w sytuacji, kiedy nie miałem żadnych narzędzi do tego, żeby wpływać na tok tego śledztwa - dodał.

Nie jest tajemnicą (…) że między innymi istotą nieudolności tamtejszego postępowania w Prokuraturze Rejonowej w Gdańsku–Wrzeszczu było to, że nie było należytego, właściwego nadzoru – oświadczył. Dodał, że o ten nadzór dopominał się ówczesny szef KNF w piśmie do prokuratury z 2011 r. Tego nadzoru nie było nawet w sposób formalny, mimo że zapewniono, że ten nadzór został wdrożony – mówił Seremet.

Były prokurator generalny mówił też o swoich kontaktach z ówczesnym premierem - Donaldem Tuskiem. Rozmawiałem oczywiście z premierem Donaldem Tuskiem, wtedy kiedy sprawa stała się już głośna - odpowiedział na pytanie przewodniczącej komisji. Dodał, że było to chyba przed jego wystąpieniem sejmowym ws. Amber Gold, co miało miejsce 30 sierpnia 2012. Wygłosiłem je przerywając urlop, to był sierpień - dodał Seremet. Chyba także w okresie wakacyjnym miałem spotkanie z panem premierem - oświadczył Seremet. Dodał, że było to pewnie po wybuchu afery.

Zeznał też, że z ówczesnym szefem KNF Andrzejem Jakubiakiem rozmawiał wielokrotnie, także przy okazji spotkania u premiera Tuska. Było to w okresie wakacyjnym, już po wybuchu afery - dodał. Powiedział, że chyba z nim nie rozmawiał o Amber Gold przed wybuchem afery. Nasze spotkania zintensyfikowały się po wybuchu afery, dlatego że przygotowaliśmy program szkoleń, opracowaliśmy pewną metodykę działań; uznaliśmy np., że wszystkie pisma KNF trafiają do mnie osobiście w zakresie zawiadomień - powiedział b. prokurator generalny.

Seremet nie pamiętał zaś, by rozmawiał z ówczesnym prezesem NBP Markiem Belką, który - jak mówiła Małgorzata Wassermann - powiedział, że już wcześniej informował Seremeta, że to jest afera i będzie problem. Wydaje mi się, że z nim nie rozmawiałem - powiedział b. szef prokuratury.