Komisja weryfikacyjna rozliczająca warszawską reprywatyzację wystawiła srogi rachunek prezydent miasta Hannie Gronkiewicz-Waltz. Dziś pojawiła się informacja, że urząd skarbowy zajął ponad 12 tys. zł na jej prywatnym koncie bankowym.

Ta kwota to efekt czterech grzywien (każda po 3 tys. zł) nałożonych na prezydent miasta za niestawiennictwo na rozprawach dotyczących nieruchomości przy ul. Twardej 8 i 10, Chmielnej 70 i Siennej 29. Wszystkie te kary komisja weryfikacyjna nałożyła pod koniec czerwca oraz w lipcu.
Jak ustaliliśmy, choć o sprawie głośno zrobiło się dzisiaj, to tak naprawdę do zajęcia pieniędzy doszło już tydzień temu. Informację tę potwierdza Agnieszka Kłąb, zastępca rzecznika stołecznego ratusza. Pieniądze na koncie zostały zajęte 14 września - mówi.

Urzędnicy ratusza nie kryją zdziwienia tak szybkim działaniem skarbówki. Już 8 sierpnia pełnomocnik pani prezydent złożył na ręce komisji skargę z wnioskiem o wstrzymanie egzekucji. Komisja ją jednak odrzuciła, a z początkiem września wniosek dotyczący wstrzymania egzekucji przesłała do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Niedługo potem - 11 września - przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki wystąpił z wnioskiem o wszczęcie postępowania egzekucyjnego wobec Hanny Gronkiewicz-Waltz. Trzy dni później pieniądze na koncie zostały już zajęte.

Po prostu pani prezydent nie zaglądała na konto przez kilka dni i nie miała świadomości, że pieniądze zostały zajęte. Komisja też najwyraźniej czekała, aż minie 7-dniowy termin na odwołanie się od decyzji egzekucyjnej i nieprzypadkowo dopiero dziś zorganizowała w tej sprawie konferencję prasową - twierdzi jeden z urzędników ratusza zbliżony do pani prezydent.

Przedstawiciele komisji odpierają zarzuty. Wysyłaliśmy upomnienia do pani prezydent 1 i 11 sierpnia. Dlatego zdziwieni jesteśmy deklaracjami, że czuje się zaskoczona tą sytuacją - odpowiada Oliwier Kubicki, rzecznik komisji weryfikacyjnej. Przyznaje jednocześnie, że kwota 12 tys. zł jest już ściągnięta z konta pani prezydent i zasiliła budżet państwa. Zaprzecza jednak, że ściągnięcie pieniędzy w tak ekspresowym tempie jest czymś nadzwyczajnym.  W końcu chodzi o urząd skarbowy właściwy dla miejsca zamieszkania pani prezydent. Jak jest wystawiony tytuł wykonawczy, to z punktu widzenia urzędu jest to bardzo prosta czynność - mówi. Zapowiada również, że Hannę Gronkiewicz-Waltz czekają kolejne egzekucje. Na razie ściągnięto pieniądze za cztery wydane decyzje komisji. Pozostały jeszcze dwie (dwa razy po 3 tys. zł), ale procedury wciąż trwają.

Hanna Gronkiewicz-Waltz zamierza odwołać się od tej decyzji i zapowiedziała już zgłoszenie sprawy do prokuratury (przekroczenie uprawnień ze strony ministerstwa sprawiedliwości i urzędu skarbowego). Minister Patryk Jaki nie czuje się przestraszony tymi zapowiedziami. Komisja, która działa zaledwie ponad dwa miesiące, pokazuje, że potrafi być skuteczna, pokazuje, że polskie państwo nie jest teoretyczne, że potrafi działać skutecznie w praktyce - ocenił Jaki podczas konferencji prasowej.

Pieniądze sciągnięte z konta prezydent miasta nie uszczuplą jej majątku. Dlatego też ważny jest nie finansowy, a polityczny aspekt sporu między nią a komisją weryfikacyjną.

Działalność komisji i cała sprawa warszawskiej reprywatyzacji najbardziej obciąża Platformę Obywatelską, której wiceszefem jest Hanna Gronkiewicz-Waltz. W PO nie brakuje refleksji, że jej postawa utrudni zdobycie poparcia nowemu kandydatowi tego ugrupowania na prezydenta miasta (mówi się o Rafale Trzaskowskim, Andrzeju Halickim lub Małgorzacie Kidawie-Błońskiej).

Już po drugiej rozprawie zwróciłem uwagę, że postawa pani prezydent tylko szkodzi Platformie. Pomijając kontekst polityczny, społeczeństwo po prostu nie lubi, gdy lekceważone jest prawo. Dlatego pani prezydent staje się obciążeniem dla PO i wiemy, że w szeregach tej partii pojawiają się głosy, by pani prezydent jednak stawiła się przed komisją. Moim zdaniem to jest w interesie samej Platformy - przekonuje Jan Mosiński, poseł PiS i członek komisji weryfikacyjnej.

Dodaje, że brano pod uwagę scenariusz, w którym Hanna Gronkiewicz-Waltz jednak przychodzi na rozprawę komisji, ale zamiast odpowiadać na pytania, wygłasza jednostronne oświadczenie i odmawia udzielania odpowiedzi na pytania komisji. Musielibyśmy to uhonorować. Wówczas nie byłoby podstawy do nakładania kar za niestawiennictwo - przyznaje Jan Mosiński.

Mimo to od rzecznika PO, posła Jana Grabca, słyszymy zapewnienia o pełnym poparciu dla twardej postawy pani prezydent. Ona jest niesprawiedliwie atakowana z powodów politycznych, dlatego będziemy ją wspierać. Platforma potrafi wyciągać konsekwencje od osób, co do których jest choć cień podejrzenia. Ale w przypadku Hanny Gronkiewicz-Waltz tego podejrzenia nie ma. Osobiście rozumiem, że pani profesor nie ma ochoty tłumaczyć się magistrowi politologii Patrykowi Jakiemu - stwierdza zgryźliwie Jan Grabiec. Zależy nam na wyjaśnieniu wszystkich spraw, tego oczekują warszawiacy i przewodniczący Grzegorz Schetyna. Ale jednocześnie będziemy pokazywać brak sensu ataków na Hannę Gronkiewicz-Waltz - dodaje.

Zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka i tak jest już za późno, by PO mogła jakkolwiek zmienić taktykę wobec komisji weryfikacyjnej i np. nakłonić panią prezydent do stawienia się na najbliższym posiedzeniu. Obecnie wizerunek Hanny Gronkiewicz-Waltz jest zdruzgotany, mleko się rozlało i niewiele w tej sprawie można zrobić, bo nawet pojawienie się pani prezydent przed komisją niewiele by w tym momencie dało. Tak więc cała sprawa niezwykle obciąża Platformę, ale nie mam pewności, czy na tyle, by przegrać wybory w Warszawie. Niewątpliwie kandydat PO będzie miał z tym ogromny problem - uważa ekspert.

Największym wygranym całej sytuacji z politycznego punktu widzenia jest przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki. Nie dość że w ramach sprawowanej funkcji przy każdej możliwej okazji bezlitośnie punktuje obecne władze stołecznego ratusza, to jeszcze zamierza wyjść z własną inicjatywą. Mam już napisaną dużą ustawę reprywatyzacyjną. Czekam na konsultacje polityczne - zapewnił kilka dni temu na Twitterze wiceminister sprawiedliwości. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika jednak, że dokument - który miałby raz na zawsze przeciąć problem reprywatyzacji warszawskiej - nie ma nawet formy projektu ustawy, która mogłaby już trafić do zaopiniowania przez inne resorty. Prędzej można mówić o koncepcji, to bardzo wczesny etap - twierdzi osoba z otoczenia ministra.

Patryk Jaki lansuje się na aferze reprywatyzacyjnej, ale poparcie jego ewentualnej kandydatury przez PiS nie jest przesądzone, bo przecież przynależy on do Solidarnej Polski. Gdyby wygrał, w co jednak osobiście wątpię, to PiS miałby problem z jego kontrolowaniem. Inna sprawa, że PiS nie ma silnego kandydata ze swojego obozu. PiS może wygrać tylko dzięki nieszablonowemu kandydatowi. Z tego względu odpada np. Jacek Sasin czy Stanisław Karczewski. Wyobrażam sobie kogoś bardzo rozpoznawalnego w Warszawie, niezwiązanego bezpośrednio z partią - mówi politolog Antoni Dudek.

To jednak wciąż nie dawałoby PiS gwarancji zdobycia władzy w Warszawie. Decydujące mogą okazać się zmiany w ordynacji wyborczej, nad którą ponoć trwają prace w PiS. Jeśli partia zaproponuje np. jedną turę wyborów prezydenckich, wówczas szanse jej kandydatów diametralnie wzrosną.