Jak pisze premier, "żaden demokratyczny naród nie może długo akceptować, by któraś z gałęzi władzy była niezależna od systemu kontroli i równowagi oraz odpowiedzialności publicznej". Zdaniem szefa rządu "taki jest obecnie status polskiego wymiaru sprawiedliwości". "I ta bardzo osobliwa niedoskonałość organu władzy, jej przyczyny oraz konsekwencje rzadko są omawiane i rozumiane w Europie i Ameryce" - wyjaśnia Morawiecki w artykule zatytułowanym "Dlaczego mój rząd reformuje polskie sądownictwo".

Jak tłumaczy, w czasie obrad Okrągłego Stołu generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu pozwolono na obsadzenie w sądach postkomunistycznych sędziów z czasów komunizmu. "Sędziowie ci dominowali w naszym wymiarze sprawiedliwości przez kolejne ćwierć wieku. Niektórzy z nich wciąż pracują" - czytamy.

"Do dzisiaj elitarna rada złożona z 25 osób, zdominowana przez 15 sędziów szczebla apelacyjnego i wyższego, nominuje wszystkich sędziów, w tym ich własnych następców. Nie uczestniczy w tym procesie żaden sędzia pierwszej instancji czy wybierany (przez obywateli - PAP) urzędnik. Prezydent może nominacje zaakceptować lub odrzucić. System ten sam w sobie sprzyja nepotyzmowi i korupcji" - pisze Morawiecki.

"Ponadto sędziowie przydzielani są do spraw przez swoich popleczników, bez publicznego nadzoru" - dodaje. "Korzyści dla przyjaciół; zemsta przeznaczona dla rywali. W przypadkach, gdy sprawa wygląda na najbardziej dochodową, wymagane są łapówki. Postępowania czasem przedłużają się w nieskończoność, działając na korzyść bogatych i wpływowych pozwanych. Wymiar sprawiedliwości zbyt często jest niedostępny dla tych, którym brak politycznych wpływów i pokaźnych kont bankowych" - czytamy w artykule.

Rząd PiS został wybrany m.in. "by naprawić ten głęboko wadliwy system" - argumentuje Morawiecki.

"Nasz pakiet reform obejmuje wymóg losowego przydzielania spraw, które zakończyłoby sędziowską praktykę ich kupowania; ustalenie limitów czasowych rozstrzygania spraw i wymóg, by sędziowie doprowadzali do końca, a nie przekazywali dalej, sprawy, które rozpoczęli (...) oraz zobowiązanie sędziów do publicznego informowania o swoich finansach, co miałoby chronić przed łapownictwem i korupcją" - wyjaśnia premier.

Jego zdaniem "parlament i rząd obecnie debatują nad najbardziej właściwym sposobem mianowania i dyscyplinowania sędziów". "Wielu sądzi, że nominacje sędziowskie nie powinny być ograniczane do niewielkiej kasty starszych prawników, ale otwarte dla wszystkich sędziów z całego kraju". Jak pisze premier, debata dotyczy również ustanowienia izby dyscyplinarnej dla sędziów, adwokatów i prokuratorów oraz "położenia kresu niemoralnym premiom, które pozwalają niektórym sędziom na uzyskanie znacznych dochodów za niewielką pracę".

"Te i podobne im, dalekie od radykalnych, reformy, które obecnie rozważa Polska, stanowią zwykłą praktykę w zachodnich demokracjach. Nie są bynajmniej autorytarne i nie naruszają niezawisłości sądów, jak zarzucają niektórzy, ale właśnie wprowadzą pewien system kontroli i równowagi, który wszyscy ludzie o liberalnych poglądach hołubią w swoich demokracjach" - czytamy w tekście Morawieckiego. "Jesteśmy przekonani - dodaje premier - że zmiany, które rozważamy, nie tylko przyczynią się do odbudowania zaufania obywateli do wymiaru sprawiedliwości, lecz także dostarczą inwestorom pewności, że każdy spór sądowy rozwiązany zostanie sprawiedliwie i na czas".

"Demokracja w Polsce jest silna. A wraz z reformami, które zapewnią obywatelom dostęp do bezstronnego, szybkiego, skutecznego i nieskorumpowanego wymiaru sprawiedliwości, będzie ona jeszcze silniejsza" - podkreśla premier.

W tekście premier odniósł się również do tegorocznego marszu z 11 listopada. "W Warszawie - czytamy - ok. 60 tys. ludzi wzięło udział w dorocznym marszu z okazji Święta Niepodległości. Późniejsze poruszenie w światowych mediach uwypukliło dylemat, z jakim mierzy się współczesna Polska oraz konieczność, by polscy przywódcy wyraźnie i otwarcie przemawiali do sojuszników i przyjaciół naszego państwa".

Jak ocenia Morawiecki, marsz z 11 listopada to "cykliczne wydarzenie"; dla "prawie wszystkich uczestników" był "pokojowy, radosny i apolityczny". "Jednak niewielka grupa antysemickich i rasistowskich ekstremistów (...) umiejętnie przyciągnęła uwagę dziennikarzy i fotografów z całego świata" - pisze premier. "Rozwijając nienawistne transparenty i głosząc odrażające slogany, grupa ta przywłaszczyła sobie to wydarzenie" - twierdzi premier, podkreślając, że wysocy rangą polscy urzędnicy i szef PiS Jarosław Kaczyński "natychmiast potępili te antyliberalne elementy i ich rolę" w dniu Święta Niepodległości.

Morawiecki zaznacza jednocześnie, że "dla kraju tak niebezpiecznie położonego jak Polska, takie błędne wrażenia (jak te dotyczące marszu - PAP) mogą osłabić bezpieczeństwo narodowe i suwerenność". "Cały rok zmagaliśmy się z powszechnym niezrozumieniem dla planowanych przez nas reform w głęboko wadliwej strukturze polskiego wymiaru sprawiedliwości - ocenia premier. - (...) Nadszedł czas, byśmy lepiej wytłumaczyli nasze stanowisko, bo jest ono zasadne" - pisze szef polskiego rządu.