Oficjalnie Donald Tusk nie zdecydował jeszcze, co będzie robił po wyprowadzce z gabinetu szefa Rady Europejskiej. Jego kadencja kończy się w 2019 r. Do tej pory rozważane były m.in. plany startu w wyborach na prezydenta Polski. Jedną z możliwych opcji jest też objęcie stanowiska szefa Europejskiej Partii Ludowej.

- To jest poważny i realny scenariusz - powiedział "Gazecie Wyborczej" polityk z kręgu byłego premiera.

Obsada stanowiska szefa EPP nie jest uzależniona od woli polskiego rządu. Prawo i Sprawiedliwość nie należy do EPP, a jej europosłowie tworzą konkurencyjną frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Wiele razy już jednak pojawiały się pogłoski, że PiS może zmienić barwy w Unii Europejskiej i zasilić EPP, do której należy m.in. węgierski Fidesz premiera Wiktora Orbana. Sam Orban jest z kolei jednym z plejady wiceszefów EPP. Gdyby Tusk stanął na czele EPP, PiS raczej nie zdecydowałoby się na zmianę europejskich barw.

Obecnie szefem EPP jest Francuz Joseph Daul. Został wybrany na 3-letnią kadencję pod koniec 2015 r. na zjeździe partii w Madrycie. Formalnie kadencja zakończy mu się w tym roku. Póki co EPP nie informowała jednak o terminie kolejnego zjazdu wyborczego.

Dla Donalda Tuska stanowisko szefa EPP mogłoby stać się jedynie środkiem, a nie celem. - Nie wyklucza kandydowania na prezydenta Polski. Byłoby też inwestycją w przyszłość - podkreśla polityk bliski szefowi RE.

Otoczenie Tuska widziałoby go bowiem w roli szefa Komisji Europejskiej. - EPP byłaby pewnie skłonna promować Tuska na szefa Komisji Europejskiej - ocenia rozmówca "Gazety Wyborczej". Obecnie na taki scenariusz szanse są mikre. Po pierwsze, komisarz musi mieć rekomendację swojego państwa, a rząd pod wodzą PiS nie jest skory popierać Tuska. A po drugie: szefem Komisji powinien być - choć nie ma na to formalnych paragrafów - przedstawiciel kraju, którego walutą jest euro. Za kilka lat i jedno, i drugie może się zmienić.