Śledztwo dotyczy tak zwanej afery gruntowej. Chodziło w niej o niezgodne z prawem odrolnienie działki na Mazurach. CBA przygotowywało prowokację, podczas której główni oskarżeni - Andrzej K. i Piotr R. - mieli zaproponować łapówkę. Plany pogrzebał jednak przeciek informacji o planowanej akcji

Przeciągające się śledztwo ma wyjaśnić, czy podczas przygotowywania tej prowokacji CBA złamało prawo oraz czy był spisek, by w kwestię przecieku wmieszać Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Ryszarda Krauze - przypomina RMF.

Chodzi o podsłuchy założone Kaczmarkowi i innym bohaterom afery przeciekowej, bo CBA nie ma prawa podsłuchiwać osób, które są podejrzane o coś innego niż korupcja. Kaczmarek, Kornatowski i Krauze mieli tymczasem jedynie zarzuty utrudniania śledztwa. Jeśli więc CBA wymyśliło historię, która miała uwiarygodnić zakładane podsłuchy, to byłoby to przestępstwo - tłumaczy RMF.

Radio twierdzi, że sprawa stoi w miejscu przez premiera Donalda Tuska i szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztofa Bondaryka. Według RMF, wniosek o zwolnienie z tajemnicy państwowej trzech kluczowych świadków trafił do kancelarii premiera ponad dwa miesiące temu.

"Wniosek nie trafił do mnie dwa i pół miesiąca temu, bo wówczas został dopiero wysłany" - zaprzecza Donald Tusk. Tłumaczy, że sprawa ciągnęła się tak długo, bo konieczne były pewne procedury. "Ja nie podpisuję automatycznie żadnego wniosku, który dotyczy tajemnic" - mówi premier.

Jak podaje tvn24.pl dopiero sześć dni temu Tusk otrzymał informację, że nic nie stoi na przeszkodzie, by zwolnić z tajemnicy Ziobrę i Kamińskiego.

Z tajemnicy premier nie może zwolnić Bogdana Święczkowskiego, byłego szefa ABW. Może to zrobić jedynie jego następca. Według tvn24.pl taka zgoda została już wydana.