Niedawno był wszędzie. W Goldman Sachs, wielkim międzynarodowym banku, w Londynie, warszawskich kawiarniach, gazetach i telewizjach. A my ekscytowaliśmy się jego na nowo rozpoczętym życiem.

Widzieliśmy w jego oczach to szczęście, jakim 50-letniego mężczyznę może obdarzyć dwa razy młodsza kobieta. Widzieliśmy tę dumę, jaką wywołuje w 50-letnim mężczyźnie spacer pod rękę z dwa razy młodszą kobietą.

Bo jeszcze miesiąc temu wszystko wydawało się tak mało poważne. Choć złoty tracił do największych walut, to mało kto się tym przejmował. Choć wyraźne były oznaki recesji w Polsce, to wydawała się ona jeszcze tak odległa. Bawiły za to jego problemy z Isabel i równoległe zabiegi o pierwsze miejsce na warszawskiej liście PO do europarlamentu.

Teraz, kiedy euro kosztuje prawie 5 zł i zrobiło się groźnie i poważnie, to w gazetach, telewizjach już go nie ma. I chociaż jest zatrudniony w Goldman Sachs, największym inwestycyjnym banku świata, który na temat przyczyn nagłego załamania gospodarek w Europie Środkowej wie więcej, niż polski rząd i służby specjalne razem wzięte. Przyszedł czas na poważnych polityków i ekspertów.

Dlatego Kazimierz Marcinkiewicz zniknął i zamilkł. "Jedyny pozytywny objaw kryzysu" - wzdychał kilka dni remu całkiem wpływowy poseł PO.