MARCIN GRACZYK: Wierzy pan, że uda się osiągnąć kompromis w sprawie uchwały upamiętniającej 17 września 1939 r.?
STEFAN NIESIOŁOWSKI*: To nie jest kwestia wiary. Będzie bardzo trudno, bo decydują o tym tak naprawdę politycy PiS.

A oni właśnie mówią, że jest pan niewłaściwą osobą do prowadzenia negocjacji. Jest pan zbyt zacietrzewiony.
To nieprawda. To nie jest kwestia mojego charakteru. Na stanowisko PiS nie godzą się trzy pozostałe kluby. Obarczanie mnie odpowiedzialnością jest nieuczciwe. Przez ostatnie dwa lata negocjowałem wszystkie uchwały, jakie były w tym Sejmie, i jakoś do tej pory się udawało. Mówienie, że ja komuś przeszkadzam, jest nie fair. Przecież kluby mogą się spotkać bez mojego udziału. I ja im to w tej chwili proponuję. Niech się spotkają i sami przygotują uchwałę. Jeśli przyniosą mi ją uzgodnioną i podpisaną przez wszystkich, to ja na pewno ją zaakceptuję.

PiS mówi, że zależy mu przede wszystkim na tym, by w uchwale nazwać Katyń ludobójstwem, a pan ponoć się na to nie godzi. Dlaczego?
Nie ma na to zgody pozostałych klubów. Ale ja się na to też nie mogę zgodzić.

Dlaczego?
Bo to jest nieprawda.

To nie było ludobójstwo?
Nie. To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i wielki głód na Ukrainie. Katyń to było coś innego. Polscy oficerowie odmówili współpracy z komunistami i zostali zamordowani. Ci, którzy na nią poszli, przeżyli, jak Berling. Poza tym przyjęcie takiego stanowiska miałoby bardzo poważne konsekwencje polityczne.

*Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu, polityk PO