Do dramatu doszło w ostatni piątek. Późnym wieczorem dwóch mężczyzn zaprosiło do domu kolegi poznaną w barze dziewczynę. 19-latka została tam zgwałcona, a kiedy zagroziła, że poinformuje o wszystkim milicję, zaczęto ją dusić. Gdy sprawcom wydawało się, że ofiara już nie żyje, wynieśli ją na dwór, rzucili na plac budowy, a tam podpalili.

Kobieta przeżyła. Nad ranem znalazł ją przypadkowy przechodzień. Ofiara brutalnego gwałtu została przewieziona do szpitala, gdzie amputowano jej dłonie i stopy. Jej stan lekarze oceniają jako bardzo ciężki.

Sprawcy zostali najpierw zatrzymani, potem jednak wyszli z aresztu. Jeden z nich jest synem byłego naczelnika rejonowej (powiatowej) administracji państwowej. Są to dzieci bogatych ludzi, którzy są w stanie zapłacić za odzyskanie wolności. Wrócili do aresztu dopiero po tym, jak zaczęły o tym pisać media - powiedział w telefonicznej rozmowie z PAP Anatolij Onofrijczuk, redaktor naczelny mikołajowskiego portalu internetowego "Novosti", który jako pierwszy opublikował informację o dramacie.

Jak podają ukraińskie media, prócz syna byłego szefa administracji rejonowej wśród sprawców jest także syn byłego prokuratora. Urzędnicy państwowi, oraz ludzie majętni cieszą się na Ukrainie wieloma przywilejami. Panuje tu powszechna opinia, że za pieniądze można kupić wszystko.

W ubiegłą sobotę w Odessie pijany kierowca samochodu terenowego wjechał w tłum zgromadzonych na rynku ludzi, ciężko raniąc jednego mężczyznę. Na szybie pojazdu widniała naklejka "prokuratura". Sprawca wypadku nie został aresztowany. Zobowiązano go jedynie, by nie opuszczał miejsca zamieszkania. W środę media poinformowały, że ofiara tego zdarzenia zmarła.