Jak twierdzi "Guardian", brytyjski ośrodek wywiadu elektronicznego w Cheltenham, w zachodniej Anglii prowadził tę operację o kryptonimie "Tempora" przez półtora roku. Podsłuch 200 kabli światłowodowych dawał mu możliwość śledzenia 600 milionów rozmów i e-maili dziennie.

Korespondencja nie była wprawdzie czytana, ale te dane były magazynowane przez 30 dni, co dawało czas na wyłowienie połączeń interesujących wywiad i wystaranie się o zgodę sądową na ich odczytanie.

Rzecznik ugrupowania "Big Brother Watch" rejestrującego naruszenia prywatności uznał, że zbliżyło się to niebezpiecznie do założenia bazy danych całości komunikacji między obywatelami, na co nie zezwala żadne prawo ani ustawa.

"Guardian" nie zarzuca jednak ośrodkowi w Cheltenham łamania prawa, choć twierdzi, że nagiął do maksimum istniejące przepisy o inwigilacji. Przewodniczący parlamentarnej Komisji Wywiadu i Bezpieczeństwa, Malkolm Rifkind oświadczył, że oczekuje w najbliższych dniach pisemnych wyjaśnień ze strony ośrodka w Cheltenham.