Władze w Waszyngtonie zdecydowały też, że to arabskie państwo opuszczą wszyscy dyplomaci i pracownicy, którzy "nie są niezbędni" na miejscu.

Działania Amerykanów to reakcja na wzrost zagrożenia terrorystycznego w Jemenie po przechwyceniu korespondencji przywódców al-Kaidy. Z wiadomości, jakie przesyłali sobie szef organizacji Ajman az-Zawahiri i Nasir al-Wahajszim, przywódca siatki na Półwyspie Arabskim, wynika, że terroryści przygotowywali atak.

Choć w wiadomościach nie znalazły się szczegóły operacji, nie podano celu ani metody ataku, to według źródeł NBC, zamach miał prawdopodobnie zostać przeprowadzony właśnie w Jemenie.

Informacje postawiły państwa Zachodu w stan podwyższonej gotowości. Amerykanie zamknęli ponad 20 ambasad i konsulatów na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce. 19 z nich pozostanie zamkniętych do soboty. Są w śród nich placówki w Jemenie, Libii, Egipcie i Arabii Saudyjskiej.

Sytuacja jest napięta. Dodatkowo z Jemenu napływają doniesienia o ataku amerykańskich samolotów bezzałogowych na pozycje terrorystów. W nalocie zginęły cztery osoby posądzane o współpracę z al-Kaidą. Wśród zabitych jest jeden z 25 terrorystów podejrzewanych przez władze Jemenu o przygotowywanie zamachu terrorystycznego.