Amerykańscy dyplomaci powiedzieli o tym dziennikarzom, towarzyszącym sekretarzowi stanu Johnowi Kerry’emu w podróży po Bliskim Wschodzie. Kerry zakończył kilkudniową wizytę i wraca właśnie do Waszyngtonu. Dyplomaci nie chcieli jednak powiedzieć, które kraje zaoferowały, że dołączą się do nalotów na Państwo Islamskie.

Efektem wizyty Johna Kerry’ego na Bliskim Wschodzie są deklaracje 10 krajów arabskich o włączeniu się w koalicję przeciwko radykałom. Arabia Saudyjska, Egipt, Jordania, Katar i inne państwa mają pomóc powstrzymać przepływ ludzi, broni i pieniędzy na front. Nikt jednak nie złożył wcześniej oficjalnej propozycji nalotów na radykałów. Wcześniej, na szczycie NATO do amerykańsko-brytyjskiej koalicji przystąpiło 9 krajów, w tym Polska. Warszawa nie wyśle jednak wojsk do Iraku. Dzisiaj wysłanie około 600 żołnierzy zapowiedziała Australia.

Wciąż nie wiadomo, czy do akcji przeciw fanatykom przyłączy się kluczowy kraj, Turcja. Według nieoficjalnych informacji, Ankara obawia się, że zgoda na wykorzystanie tureckich baz może spowodować, że radykałowie zabiją około 50 przetrzymywanych teraz obywateli tego kraju. Z kolei Amerykanie wykluczyli już możliwość współpracy z Iranem.

W nocy fanatycy poinformowali o ścięciu trzeciego już zachodniego zakładnika na syryjsko-irackim pograniczu. Los dwóch amerykańskich dziennikarzy podzielił brytyjski pracownik organizacji humanitarnych David Haines. W opublikowanym w internecie nagraniu widać także kolejnego zakładnika, 47-letniego Brytyjczyka Alana Henninga. Istnieje obawa, że islamiści będą chcieli ściąć także i jego.

CIA ocenia, że Państwo Islamskie ma w tej chwili około 30 tysięcy bojowników w Syrii i w Iraku. Według Paryża, wśród nich ma być około tysiąca Francuzów.