Francuscy śledczy ujawnili, że pilot miał 28 lat i miał niemieckie obywatelstwo. Pochodził z Montabaur w Nadrednii. W Germanwings pracował od 2013 rok, choć z branżą lotniczą związany był już wcześniej.

Jeszcze "jako młody człowiek wstąpił do klubu i spełnił swoje marzenie o lataniu" - napisano w nekrologu na stronie klubu lotniczego LSC, do którego należał. Najpierw zdobył licencję na szybowce, a dopiero później dostał zgodę na szkolenie Lufthansy - był absolwentem szkoły Lufthansy w Bremie, a do Germanwings przyszedł bezpośrednio po niej.

Naukę jednak przerwał (jeden raz), ale "postanowił wznowić procedurę starań", jak poinformowano podczas konferencji władz Lufthansy i Germanwings. Lubitz już 6 lat temu próbował zostać pilotem - wtedy, jak podaje "Daily Mail", musiał przerwać szkolenie z powodu depresji i syndromu wypalenia. Taką informację miała przekazać mediom osoba, która razem z nim brała udział w kursach.

Ostatecznie Lubitz zdał wszystkie egzaminy, miał ważną licencję pilota - tę wystawiła mu we wrześniu 2013 roku FAA, czyli Federalna Agencja Lotnictwa. Jak podaje "The Independent" - to prestiżowy certyfikat, który dostają ci, którzy są doskonale wyszkoleni i spełniają standardy medyczne FAA. Nie daje on jednak uprawnień do samodzielnego prowadzenia odrzutowca pasażerskiego.

Lubitz miał łącznie wylatanych ponad 630 godzin. Na samym tylko airbusie A320, czyli typie maszyny, która rozbiła się we francuskich Alpach, nie więcej niż 100 godzin. Jak na osobę, która odpowiadała za wykonywanie lotów komercyjnych, doświadczenie niewielkie - można przeczytać na portalach poświęconych branży lotniczej.


Koledzy drugiego pilota, z którymi rozmawiali dziennikarze agencji AP, przekonują, że był w dobrej kondycji psychicznej. - Był zadowolony ze swojej pracy w Germanwings, radził sobie dobrze - mówi Peter Ruecker, także należał do klubu lotniczego LSC.

CZYTAJ TEŻ: Samobójstwo pilota? Takie sytuacje już się zdarzały >>>

Od lat Lubitz był przy tym odbierany jako osoba raczej spokojna, przyjazna i życzliwie nastawiona do świata. Nie miał też żadnych powiązań z terroryzmem ani zatargów z prawem, jak podał też niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere, który zabrał dziś głos w sprawie katastrofy maszyny Germanwins.

Nie wiadomo nic o jego pochodzeniu etnicznym i wyznaniu, a niewiele - o jego życiu prywatnym. Miał mieszkanie w Duesseldorfie - mieście, do którego leciał feralny samolot - ale znacznie częściej można go było spotkać w domu rodziców. Według "The Telegraph", był ojcem dwójki dzieci, a agencja DPA zaś twierdzi, że był zapalonym biegaczem i wielokrotnie startował w maratonach. Miał też być fanem muzyki dance.

ZOBACZ TAKŻE: Co działo się w kokpicie airbusa A320? Ostatnie minuty przed katastrofą >>>