ISIS posiada olbrzymie pola naftowe, z których można wydobyć nawet 40 tysięcy baryłek ropy dziennie, podaje Businessinsider.com.

I mimo, że Stany Zjednoczone kategorycznie zabraniają kupowania surowca od ISIS, pod groźbą dotkliwych sankcji, to Państwo Islamskie na brak klientów nie narzeka.

Dzieje się tak głównie dlatego, że dostarczane przez nich "czarne złoto" jest tańsze. O ile ropa na rynkach warta jest około 50 dolarów za baryłkę, o tyle przez ISIS wyceniana jest na 10-30 dolarów.

Różnica jest znacząca, ale wydobycie tego paliwa wciąż jest opłacalne. A chętnych przemytników nie brakuje - oni też notują duże zyski przerzucając ropę dalej do Syrii, Turcji, przez Kurdystan do Iranu czy drogą morską do Jordanii - do przemytu używa się tankowców i cystern.

W transakcjach często biorą udział kobiety, bo nie wzbudzają większych podejrzeń. Łapówka dla urzędnika pozwala na bezproblemowy przemyt, a walka z korupcją jest praktycznie  niemożliwa - kurdyjskie władze do tej pory zatrzymały zaledwie 15 urzędników zamieszanych w handel z Państwem Islamskim.

Sytuację postanowił wykorzystać Władimir Putin. Na szczycie G20 w Turcji, oskarżył państwa zachodnie o ciche przyzwolenie na istnienie Państwa Islamskiego, nie powiedział jednak wprost, kto finansuje dżihadystów.