Kluczem do sukcesu w walce z nielegalną imigracją w Australii był Pacific Solution wdrażany w latach 2001-2007 i następnie ponownie od 2012 roku. Jest program rządowy którego zadaniem było wyłapywanie łodzi z nielegalnymi uchodźcami, którzy pojawiali się w pobliżu wybrzeży australijskich. Z czasem pojęcie „pobliżu’ się znacznie rozszerzyło, bo jednostki floty zatrzymywały przewoźników coraz dalej na oceanie. Osoby znajdujące się na łodziach były wysyłane do obozów przejściowych na wyspie Nauru, wyspie Manus, która należy do Papui Nowej Gwinei oraz Wyspie Bożego Narodzenia, która jest pod jurysdykcją rządu w Canberze.

Wyspy te tylko na pozór przypominają rajskie widoki jakie znamy ze zdjęć z uroczych zakątków Pacyfiku. Nie ma tu wygód, do jakich przywykli uchodźcy w Europie. Na pewno nie można naładować smartfonów i dostawać wysokich zasiłków. Za tymczasowy dom służą namioty, zapewnione jest tylko minimum egzystencji dla człowieka.

Dlaczego Australia może zsyłać ludzi do obozów na wyspach należących do innych państw? Bo owe państwa potrzebują pieniędzy, a rząd w Canberze dobrze płaci. I tak koszt „wynajęcia” wyspy od Papui Nowej Gwinei to 400 mln dol. australijskich (300 mln dol. amerykańskich). Za przyjmowanie uchodźców pieniądze dostaje też Kambodża. Jednak na razie tylko 5 osób zostało przesiedlone do tego kraju, a koszty sięgnęły 55 mln dolarów australijskich. Natomiast zaletą Wyspy Bożego Narodzenia jest położenie w połowie drogi między Sri Lanką a Australią.

Fatalne warunki pobytu na wyspach wzbudziły oburzenie ze strony wielu aktywistów oraz ONZ. Tymczasowi mieszkańcy w 2013 roku doprowadzili nawet do buntu na Nauru.

Australia twardo broni swojego kursu wobec przypływu uchodźców. Zgodnie z prawem nielegalni imigranci nigdy nie otrzymają prawa do osiedlenia się w Australii. Jedyne co ich czeka to pobyt na wyżej wymienionych wyspach lub powrót do kraju z którego rozpoczęli podróż do Australii.

CZYTAJ WIĘCEJ NA FORSAL.PL>>>