- Nie modlę się o tak konkretne polityczne (sprawy), a w ogóle to modlitwa jest sprawą bardzo osobistą - wyjaśniła szefowa niemieckiego rządu, ubiegająca się po raz czwarty z rzędu o fotel kanclerza.

Ojciec Merkel był pastorem; ona sama jest praktykującą ewangeliczką, swoją wiarę traktuje jednak jako sprawę prywatną.

Schulz powiedział "Bildowi", że modlitwa jest "sprawą intymną", o której nie należy rozmawiać w gazetach. - Polityk musi wiedzieć, że istnieje coś większego, niż jego własny sukces - zaznaczył.

W jednym z wcześniejszych wywiadów Schulz powiedział: "Nie jestem zbyt mocno wierzącym człowiekiem, jestem jednak uczniem jezuitów, a ze strony matki pochodzę z bardzo katolickiej rodziny". Kościół, jak wówczas zaznaczył, odgrywa w jego życiu ciągle jeszcze ważną rolę.

Premier Węgier Viktor Orban powiedział w piątek w wywiadzie dla węgierskiego radia, że "odmawia po cichu modlitwę za to, by mandat urzędującej kanclerz został przedłużony". Jak wyjaśnił, biorąc pod uwagę istniejące możliwości, sukces Merkel jest zgodny z interesem Węgier.

Odpowiadając na pytanie "Bilda", co zrobiliby z pieniędzmi, gdyby wygrali milion w totolotku, Merkel i Schulz zgodnie odpowiedzieli, że nie grają w gry hazardowe.

- W całym swoim życiu nigdy nie grałem w "totka". Nie chciałem, żeby to przypadek decydował o tym, czy moje życie będzie udane - wyjaśnił Schulz.

Merkel powiedziała, że osobiście nie gra, dostaje jednak często nagrody i wyróżnienia związane z finansowymi gratyfikacjami, które przekazuje na cele dobroczynne.

Merkel i Schulz są w wyborach do Bundestagu w niedzielę głównym rywalami w walce o stanowisko kanclerza.