Na pierwszy ogień poszła „La Repubblica” kierowana przez Ezio Mauro. Kilka miesięcy temu lewicowy dziennik skierował do premiera 10 pytań. „Czy wiedział pan, że umawia się z prostytutkami? Czy jest pan pewien, że pana »spotkania« nie naraziły w żaden sposób interesów państwowych? Czy myśli pan, że wciąż będzie mógł kandydować na prezydenta?”.

Berlusconi nie przyjął wyzwania, dziennik jednak drążył, publikując pytania dzień w dzień i modyfikując je w miarę pojawiania się nowych szczegółów. Cierpliwość premiera skończyła się w ubiegłym tygodniu, gdy redaktorzy dostali pozew – Berlusconi zażądał miliona euro za „retoryczne” i „jawnie zniesławiające” pytania. „Po raz pierwszy w historii włoskiego dziennikarstwa pytania, które zadaje dziennik, mają swój finał w sądzie” – odpowiedziała „La Repubblica”. Po stronie dziennika stanęła część prawników. – Wolność opinii powinna być w tym przypadku ważniejsza niż interesy premiera. Berlusconi postawił „La Repubblice” zarzut zniesławienia, a zwróćmy uwagę, że mamy do czynienia z pytaniami. Są one wprawdzie prowokacyjne, ale są to przecież pytania, na które z definicji może być wiele odpowiedzi – mówi nam profesor prawa Giovanni Guzzetta.

Jak poinformował adwokat Berlusconiego Nicolo Ghedini, kroki prawne zostaną podjęte także w stosunku do redakcji z Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Premier będzie domagał się zadośćuczynienia m.in. za artykuł „Seks, władza i kłamstwa” opublikowany na początku sierpnia we francuskim tygodniku „Nouvel Observateur”. Berlusconiego oburzył też fotoreportaż z „El Pais”, któremu swoje zdjęcia sprzedał paparazzo Antonello Zappadu. Jego teleobiektyw uwiecznił gości urlopujących w sardyńskiej willi Il Cavaliere, m.in. nagiego byłego premiera Czech Mirka Topolanka.