E-hazard? "To taki czas miłej zabawy"
Setki tysięcy kliknięć dziennie, miliony postawionych zakładów. Wszystkim zza komputerów kręci kilku facetów od PR - pisze o e-hazardzie Wojciech Cieśla, reporter śledczy "Dziennika Gazety Prawnej". Witryny hazardowe teoretycznie łamią prawo, ale i tak gra na nich pół miliona Polaków.
- Koniec wolności. Rząd Tuska blokuje internet
- Ministerstwo: TVN łamie ustawę hazardową
- Tusk chce wyrzucić pedofilów z internetu
- PiS chce skontrolowania komisji hazardowej
- Rząd bije w hazard. Projekt ustawy przyjęty
- Dostęp do internetu konstytucyjnym prawem?
- Rząd wycofuje się ze śledzenia internautów
- W pokera nie zagrasz. Nawet z kolegami
- Zagadkowy dopisek w ustawie hazardowej
- Kto złupił bukmachera na Kasperczaku?
- Interpol i FIFA kontra mafia bukmacherska
- Celnicy wyśledzą cię w internecie
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-02-14

temp. min -20°C max. 1°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gdyby ten biznes miał zapach, pachniałby jak Maciej Poschwald w kawiarni na Saskiej Kępie: dyskretną, dobrą wodą pracownika dużej korporacji. - Kiedy wybuchła afera hazardowa, z ciekawości zajrzałem do konkurencji. W sensie do takiej budy, Vegas, Las Vegas, jakoś tak. Trzy automaty na krzyż. Ciemno i atmosfera, że się odechciewa - Maciej Poschwald, reprezentant firmy Betsson na Polskę, wzdryga się, aż na stoliku drży filiżanka w różyczki. - Przy automacie facet z browarem wrzuca pięciozłotówkę. Napięcie na twarzy, brudne ciuchy. Od razu widać, że monetę wyżebrał. Tragedia.
W biznesie Macieja Poschwalda facet z browarem w ręku nie występuje. To znaczy może i występuje, ale jeśli nawet, to pije browar markowy, a pięciozłotówki nie używa do gry. W internetowym kasynie płaci się przelewami. Żeby zagrać, trzeba mieć kartę kredytową albo internetowe konto. Klient musi być na poziomie. Atmosfera męskiej szatni jak w budzie z automatami - wykluczona.
Tomasz Piotrowski zanim wszedł do branży, promował Red Bulla. Dziś w polskim hazardzie internetowym uchodzi za guru. Chociaż słowem "hazard" się brzydzi. Woli delikatniejszą "rozrywkę": - Kiedy cztery lata temu dostałem propozycję z Betssona, zgrzytnęło mi właśnie to słowo. Ma złe konotacje. Hazard? Jezu, pomyślałem, jakie branże mi potem zostaną? Porno, broń, narkotyki? Potem sprawdziłem, że firma jest notowana na giełdzie, że co roku sprawdzają ją najlepsi audytorzy. Tak się zaczęło. Ale "hazardu" do dziś unikam. Mówię "rozrywka", bo klient płaci nam za czas miłej zabawy.
Rynek hazardu online wart jest 16,5 mld dol. Rocznie. W Polsce - ponad 1,5 mln zł. Sporo, biorąc pod uwagę, że hazard online jest u nas nielegalny. Mimo to w sieci regularnie zakłada się ponad pół miliona Polaków. Obstawiają zakłady, grają w pokera i ruletkę. Jak to możliwe? Korzystają z polskojęzycznych stron zarejestrowanych za granicą.
Malta to nie jest taki raj
Warszawa, koniec października. Minister Michał Boni rozmawia z dziennikarzami. - Hazard w internecie to patologia, wprowadza wiele zła - mówi. Boni jest szefem zespołu, który po wybuchu afery hazardowej opracowuje nową ustawę. Afera wybuchła, kiedy okazało się, że politycy rządzącej Platformy Obywatelskiej po cichu dogadują się z lobbystami od automatów do gry, jednoręki bandytów, jak zmienić ustawę o grach losowych.
Zespół, który od wybuchu afery pracuje nad nową ustawą, ma dwa cele: zlikwidować automaty i kasyna, w których gra się przez internet. Pomysł likwidacji e-hazardu popiera wiceminister finansów Jacek Kapica. Jak można zlikwidować coś, co działa przez internet? Ministerstwo wytacza armaty: ocenzuruje internet. Nakaże operatorom internetu i providerom blokowanie stron z e-hazardem (dziś w ten sposób są blokowane strony faszystowskie i z dziecięcą pornografią). Wejście z polskich serwerów? Niemożliwe. Przelewy z Polski do kasyna? Banki będą sprawdzać transakcje i blokować takie przelewy. Nie będzie można organizować zakładów w sieci, reklamować firm, które to robią. Po prostu szlaban.
Mówi Robert, menedżer dużej firmy bukmacherskiej: - To zemsta za nieudolność urzędników. Kasyna online działają u nas co najmniej od pięciu lat. Mogłyby płacić kilkaset milionów podatków, pod warunkiem że urzędnicy obłożyli by je podatkiem. Dziś zarabiamy krocie i nie dajemy z tego urzędnikom powąchać nawet złotówki. Mój znajomy obliczył, że tylko w tym roku budżetowi przechodzi koło nosa niemal 350 mln zł niezapłaconych podatków.
Czytaj więcej...





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!