Prezydent Lech Kaczyński i polska dyplomacja znaleźli się w trudnej sytuacji - zauważa Bronisław Komorowski. I to niezależnie od tego, kto tak naprawdę strzelał. "Jeżeli to był zamach, to powiedziałbym: jaka wizyta, taki zamach, no bo z 30 metrów nie trafić w samochód, to trzeba ślepego snajpera" - mówił w porannych "Sygnałach Dnia".

"Więc raczej wygląda to na coś bardzo niepoważnego, a przykrego, bo stawiającego polskiego prezydenta w dosyć niezręcznej sytuacji i sytuacja prowokująca do niedobrych wypowiedzi" - mówił marszałek Sejmu w Polskim Radiu.

Zdaniem Bronisława Komorowskiego wydarzenia z Gruzji prowokują też wiele pytań na temat ochrony konwoju oraz całej organizacji wizyty polskiego prezydenta. Komorowski dodał, że "trzeba wyjaśnić, kto strzelał i czy na pewno celem była kolumna prezydencka".