Stefan Niesiołowski bronił z sejmowej mównicy marszałka Bronisława Komorowskiego, którego prezes PiS oskarżył o serdeczne związki z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi i działanie w interesie Rosji.

Niesiołowski komentował z sali sejmowej wystąpienie Kaczyńskiego. Ten w końcu nie wytrzymał i w pewnym momencie powiedział pod adresem Niesiołowskiego: "Mogę tu przynieść pewną książkę i troszkę ją poczytamy publicznie. Będzie pan bardzo czerwony. Bo sypać w pierwszym przesłuchaniu w tak haniebny sposób to naprawdę fatalna sprawa".

Reklama

Kaczyński drwił też z Komorowskiego, że za komuny obecny marszałek Sejmu przesiedział w więzieniu "cały miesiąc". Zdaniem lidera PiS, żadna wielka tragedia w związku z tym się nie stała.

"Komorowski nie nadaje się na marszałka"

"To co mówił Kaczyński z trybuny to brzmiało jak szantaż. Niech pokaże tę książkę. Kaczyńskich trzeba wykluczyć z polskiej polityki. Mam nadzieję, że to wkrótce nastąpi" - mówił potem dziennikarzom TVN24 Stefan Niesiołowski.

Tymczasem chodzi o... książkę wydaną przez IPN. To publikacja o organizacji "Ruch", która kwestionowała legalność PRL. Niesiołowski w 1970 był pomysłodawcą podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie, jednak w dniu 20 czerwca został aresztowany przez SB. 23 października 1971 skazano go na 7 lat więzienia. Kaczyński zasugerował, że właśnie wtedy wicemarszałek "sypał" kolegów.



Komorowski: Jaka wizyta, taki zamach

Jak tłumaczył później prezes PiS, chodziło o "rzecz znaną od wielu lat". "Jeśli ktoś robi z siebie nieustannie bohatera, a bohaterem nie był i prowadził działalność bez rozumienia i konsekwencji, a gdy przyszły konsekwencje zachował się tak jak się zachował, powinien być w końcu publicznie zdemaskowany" - podkreślił Kaczyński. Na koniec przyznał jednak, że za komuny sam nigdy w więzieniu nie siedział.