Według przedstawicielki służb imigracyjnych, Juliette Van Agteren, niespokojne zachowanie Polaka można usprawiedliwić zmęczeniem po wielogodzinnym locie, głodem i skutkami zmiany strefy czasowej. Najprawdopodobniej tez chciało mu się pić. Dziekański przez sześć godzin nie mógł wydostać się z lotniska ani skontaktować z rodziną, nie znał języka angielskiego, więc nie mógł się porozumieć ani z obsługą lotniska, ani z policją. Dziekańskiego zdenerwowała nieobecność matki. Wtedy zaczął rzucać krzesłami w hallu przylotów. Van Agteren zeznała, że szukała kontaktu z matką Roberta Dziekańskiego, Zofią Cisowską, ale próby się nie powiodły.

>>>Przeczytaj, jak zginął Dziekański w Vancouver

Kierowniczka zespołu celników Alexandra Curry powiedziała, że agenci rozpoznali mężczyznę wyczekującego od jakiegoś czasu w porcie lotniczym. Dodała, iż wiedziała, że członkowie jego rodziny dzwonili, próbując go odnaleźć. Chcieli złapać Dziekańskiego po drodze i zaprowadzić go do rodziny - podkreśliła.

Kanadyjscy policjanci twierdzą, że Dziekański był w stanie delirycznego podniecenia i cierpiał z powodu zespołu odstawienia alkoholu. Raport koronera stwierdził, że mimo że Dziekański wykazywał objawy chronicznej choroby alkoholowej, to w jego organizmie nie było ani alkoholu, ani narkotyków. Matka mężczyzny twierdzi, że była okłamywana w kwestii stanu syna i okoliczności jego śmierci.

Prawnik kobiety, Walter Kosteckyj, zażądał szczególowego raportu na temat wydarzeń z 14 października 2007 roku. Chce też, aby wszystkie służby - Kanadyjska Królewska Policja Konna, straż graniczna i port lotniczy - wzięły odpowiedzialność za te zdarzenia.

W pierwszej fazie postępowania sąd zajmował się głównie sprawą stosowania paralizatorów przez policję. Szczegółowy raport na ten temat ma zostać opublikowany jeszcze w tym roku. Druga faza ma koncentrować się na tym, co przydarzyło się Dziekańskiemu. Jeśli dowody będą wystarczające, sędzia będzie mógł orzec przekroczenie uprawnień.