Dewelopera Pirelli Pekao Real Estate zapytaliśmy o cenę 2-pokojowego mieszkania (57 m) na warszawskiej Woli. Podczas rozmowy okazało się, że lokal kosztuje 447 tys. zł, czyli po 7,7 tys. zł za metr kwadratowy. Odpowiedź na pytanie, czy to jest ostateczna cena, była zaskakująca. "Nie. Jesteśmy w stanie opuścić tysiąc złotych... na każdym metrze" - wyjaśnił przedstawiciel firmy. To daje prawie 60 tys. złotych oszczędności. Dodatkowo można negocjować garaż i komórkę lokatorską.

>>>Zobacz, jak spadła sprzedaż mieszkań w stolicy

Podobnie u kolejnego dewelopera. Tym razem krakowski Salwator. Za podobne mieszkanie w Krakowie właściciel życzy sobie 337 tys. zł. Ale... oczywiście to nie jest cena ostateczna, można negocjować. Kończąc rozmowę, przedstawiciel powtórzył raz jeszcze: "Podkreślam, to są ceny wywoławcze, możliwa jest obniżka. Czekamy na propozycje. Zapraszamy do biura".

"Oferta jest indywidualnie dobierana do klienta. Proszę umówić się z handlowcem, trzeba przyjść, trzeba rozmawiać, umówić panią?" - tak sprzedaje mieszkania gigant - J.W. Construction. Dobrych kilka minut zajęło również wyjaśnienie, że na razie nie chcemy się umawiać.

>>>Zobacz, jak potaniały mieszkania

Niemałe zaskoczenie wywołała też oferta dewelopera Hossa w Gdańsku. Cena mieszkania w internecie wynosiła 571 tys. zł. Podczas rozmowy okazało się, że ta kwota jest nieaktualna, bo lokal kosztuje już 516 tys. zł, czyli o 55 tys. zł mniej. "Oczywiście z możliwością negocjacji, czekamy na propozycje" - dodał handlowiec.

Podobnie było w Dom Development, Marvipolu czy wrocławskim TMB. Negocjacje, jak podkreślali sprzedawcy są "oczywiste". A negocjować można nie tylko cenę samego lokalu, ale również garaż czy wykończenie mieszkania.

Deweloperzy rozpaczliwie szukają klientów, bo z powodu kryzysu zainteresowanie kupnem mieszkań gwałtownie spadło. "W tej chwili popyt na nowe mieszkania wynosi zaledwie 15-20 proc. analogicznej sprzedaży roku zeszłego, licząc styczeń do stycznia, czyli pięć razy mniej" - powiedział w czasie debaty zorganizowanej przez "Gazetę Prawną" prezes Dom Development Jarosław Szanajca.

Zdaniem ekspertów kłopoty deweloperów to efekt zastoju na rynku. W samej Warszawie do sprzedania jest kilkanaście tysięcy nieruchomości. I to tylko na rynku pierwotnym. Tymczasem banki przestały udzielać kredytów hipotecznych, co powoduje, że mimo dużego zainteresowania mieszkaniami transakcji zawiera się niewiele. Deweloperzy przyznają, że część firm budowlanych kryzysu nie przetrwa.

"Obniżyliśmy już ceny mieszkań i czekamy, co będzie dalej. Jeśli do wakacji sytuacja się nie zmieni, będziemy musieli ciąć je mocniej" - powiedział DZIENNIKOWI Robert Nowicki, prezes ABB Development.