Dyrektor szpitala Andrzej Pawluczyk przedstawił pielęgniarkom bieżącą sytuację szpitala i zapowiedział, że nie ma możliwości wprowadzenia podwyżek płac, bo placówka ma już 20 mln zł długu, z czego 5 mln zł to zobowiązania wymagalne. Pawluczyk wyraził obawy, że dalszy strajk może doprowadzić do konieczności zawieszenia działalności niektórych oddziałów

Pielęgniarki uspokajają, że wszyscy pacjenci, którzy nadal są w szpitalu mają zapewnioną opiekę. Na większości oddziałów zostały tylko oddziałowe, ale Komitet Strajkowy utworzył też "zespoły interwencyjne". Czekają one pod telefonem, by w razie potrzeby wspomóc dyżurujące pielęgniarki.

Wczoraj strajkujące siostry zebrały się w świetlicy szpitala, wszystkie miały na sobie symboliczne czarne koszulki.

Czy życie pacjentów nie jest jednak zagrożone? Szpital już w czwartek ograniczył przyjmowanie chorych. Umieszczał na oddziałach tylko osoby, których nie można było odesłać. Teraz w placówce, w której jest 600 łóżek, przebywa około 250 pacjentów. Według dyrektora lecznicy, Andrzej, Pawluczyka, chorzy mimo strajku pielęgniarek maja zapewnioną właściwą opiekę medyczną. Zastępca dyrektora ds. lecznictwa Tadeusz Kalbarczyk stwierdził, że odejście od łóżek pielęgniarek jest niezgodne z zasadami etyki oraz z ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.

>>>Pacjent zmarł, bo siostry strajkowały?

Pielęgniarki twierdzą, że nie miały już innego wyjścia. Za rozpoczęciem strajku opowiedziało się 94 procent pracowników szpitala. "Strajk jest rozwiązaniem ostatecznym. Zabrakło nam już sposobów domagania się o poprawę naszej sytuacji" - mówi przewodnicząca szpitalnego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Anna Trzaszczka.

Związek domaga się 600 złotych podwyżki a także wprowadzenia taryfikatora, siatki płac i norm zatrudnienia. W sporze zbiorowym z dyrekcją są już od siedmiu miesięcy. Żadne sposoby jego rozwiązania nie przyniosły rezultatu.

I strajk też raczej nie zakończy się pełnym sukcesem pielęgniarek. Lecznica ponosi straty rzędu miliona złotych miesięcznie, a na podwyżki potrzebowałaby dodatkowo 500 tys. zł. Długi szpitala wynoszą 25 mln zł. Nie ma nawet pieniędzy na obecnie wypłacane pensje. Jak na razie pracownicy dostali na razie tylko 70 proc. wypłaty za lipiec. Dlatego dyrekcja wyklucza jakiekolwiek podwyżki.

Kalbarczyk dopuszcza możliwość zawieszenia działania poszczególnych oddziałów, a w najgorszym przypadku - ewakuacji pacjentów. Jeżeli w wyniku strajku pogorszy się stan chorych, zostanie zawiadomiona prokuratura.