Polki polubiły "cesarkę"
Z 400 tysięcy porodów, które odbywają się rocznie w Polsce, nawet 12 tysięcy kończy się tzw. cesarskim cięciem na życzenie - oceniają położnicy. Przed cesarskim cięciem młodych Polek nie odstraszają nawet ostrzeżenia, że co dziesiąty taki zabieg może zakończyć się dla matki i dziecka poważnymi powikłaniami. Kobiety chcą rodzić bezboleśnie i szybko - i stawiają na swoim - pisze DZIENNIK.
- NFZ oszczędza na cesarskich cięciach
- Narodowy Fundusz Zdrowia dobije szpitale
- Pierwsze dziecko z probówki ma już 30 lat
- Dajcie kobietom prawo do porodów w domu
- Matki do minister Kopacz: Nie zakazuj cesarki
- Szpitale ratując życie, wpadną w długi
- Prokuratura nęka matki, bo urodziły dzieci
- Dlaczego Polki wciąż nie rodzą po ludzku
- Minister Kopacz chce zakazać cesarek na życzenie
- "W szpitalu kazali mi spać na stojąco"
- "Poród to ślepy zaułek ewolucji"
- Spór o cesarskie cięcie
- Boję się trafić w ręce doktora Chazana
- Prof. Chazan: Ja wcale nie jestem wrogiem kobiet
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Według położników zjawisko cesarki na życzenie zaczyna przybierać masowe rozmiary. Co roku następuje stały, 2 - 3-proc. przyrost tego typu zabiegów. Np. w prywatnej warszawskiej klinice Damiana blisko 60 proc. wszystkich przyjmowanych porodów odbywa się właśnie przez operację chirurgiczną. W porównaniu do średniej krajowej wynoszącej ok. 25 - 27 proc. to dużo, ale są szpitale, gdzie odsetek cięć wynosi nawet ponad 80 proc. A to aż ośmiokrotnie więcej niż wynosi norma Światowej Organizacji Zdrowia.
Ginekolodzy twierdzą, że taki gwałtowny skok Polska zawdzięcza temu, że wyedukowane przez kobiece pisma Polki wyspecjalizowały się w technikach wymuszania na lekarzach wykonania cesarskiego cięcia. Najczęściej o cesarki upominają się kobiety w średnim wieku, mające po 30 - 36 lat, które osiągnęły już bardzo wysoką pozycję społeczną i zawodową. "Te pacjentki zwykle dokładnie wiedzą, czego chcą: aby poród w ogóle nie bolał i odbył się w ściśle ustalonym terminie" - mówi DZIENNIKOWI szef warszawskiego Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny prof. Bogdan Chazan, który niemal codziennie słyszy prośby ze strony pacjentek o wykonanie zabiegu.
Części ulega, chociaż - jak sam przyznaje - nie powinien.
Cesarka jest - zdaniem lekarzy - poważną operacją i powinna być wykonywane tylko w określonych sytuacjach: np. z powodu zaburzeń tętna płodu, rozwijającego się zakażenia wewnątrzmacicznego lub niewłaściwej pozycji dziecka. Zabieg jest bardzo wyczerpujący: powoduje duże odwodnienie organizmu oraz ubytek krwi, a do organizmu dziecka przenikają antybiotyki, które mają zapobiec zakażeniu rany.
"Informuję pacjentki o tych wszystkich konsekwencjach, ale jeśli widzę, że moje przekonywania zdają się na nic, a psycholog potwierdza wysoki poziom lęku, wówczas wykonujemy takie cięcie ze względów psychologicznych" - mówi prof. Chazan.
Lekarze, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie twierdzą, że nie chcą straszyć kobiet powikłaniami po cesarkach, ale je edukować i wspierać. Chazan każdą ze swoich ciężarnych pacjentek próbuje oswajać ze strachem przed naturalnym porodem. "Czasem zabieram je na blok porodowy i w ciepłych ludzkich słowach wszystko wyjaśniam. W innych przypadkach odsyłam na długą rozmowę, np. z ekspertem ze szkoły rodzenia, i to zwykle skutecznie rozwiązuje problem" - zapewnia.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!