Negocjacje w sprawie dodatkowych wojsk amerykańskich w Polsce toczyły się od kilku dni. Od 16 kwietnia prowadził je w Waszyngtonie minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, który w tej sprawie spotkał się między innymi z amerykańskim sekretarzem obrony Chuckiem Hagelem. Wspólnie uzgodnili podjęcie prac nad Programem Solidarności i Partnerstwa Polska - USA. Przylot amerykańskiego oddziału to efekt właśnie tego porozumienia i rozmów w Waszyngtonie.

Kontyngenty amerykańskie trafią też na Litwę, Łotwę i do Estonii. Łącznie do czterech krajów zostanie wysłanych około 600 żołnierzy. Będą to zarówno wojska lądowe, jak i lotnicze. W każdym z tych krajów mają one stacjonować około miesiąca, po czym będą zastępowane przez inne jednostki.

Rzecznik Pentagonu nie krył, że rozlokowanie w Polsce i krajach bałtyckich amerykańskich sił lądowych ma związek z sytuacją na Ukrainie. - To namacalny dowód na to, że Stany Zjednoczone poważnie traktują swoje zobowiązania sojusznicze - powiedział wczoraj kontradmirał John Kirby.

Podkreślił też, że skierowanie sił lądowych do Polski, Litwy, Łotwy i Estonii nie odbywa się w ramach NATO, tylko dwustronnych porozumień. Rzecznik Pentagonu zachęcał inne kraje Paktu do podjęcia podobnych kroków.