Wszystko przez przepisy i nieugięte stanowisko resortu obrony. Żołnierze kontraktowi mogą służyć w korpusie szeregowych najwyżej 12 lat. A to oznacza, że w najbliższych latach znakomita większość musi odejść ze służby.
– – twierdzi mjr Artur Łęcki, szef wydziału rekrutacji Wojskowej Komendy Uzupełnień w Radomiu.
Nawet jeżeli część żołnierzy awansuje, o co nie jest łatwo, i zostanie w armii na stałe, to i tak bardzo trudno będzie uzupełnić luki kadrowe. Już teraz, przed lawiną odejść, brakuje – jak podaje resort obrony – ok. 3,1 tys. żołnierzy zawodowych. I nic nie daje zalecenie, zgodnie z którym dowódcy jednostek powinni uzupełniać braki w ciągu miesiąca. Podobnie jest z Narodowymi Siłami Rezerwowymi, które miały liczyć 20 tys. osób, a są o połowę mniejsze.
MON uspokaja. – – zapewnia płk Jacek Sońta, rzecznik prasowy MON. Ale eksperci takim stanowiskiem są zaskoczeni. Wskazują, że uzupełnienie tysięcy wakatów w ciągu roku będzie bardzo trudne, o ile w ogóle wykonalne.
Tym bardziej jeśli poprawi się sytuacja na rynku pracy. Dodatkowo osiem ośrodków szkoleniowych, które przygotowują do służby zawodowej, nie będzie w stanie w ciągu roku przeszkolić tylu osób. – – pyta mjr Artur Łęcki.– – dodaje gen. Roman Polko, były dowódca GROM. – – przypomina.
Dziennikarz z wykształcenia prawnik, ukończył też studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim z zakresu Prawa Europejskiego. Zanim trafił do redakcji kilka lat pracował w administracji rządowej w tym Rządowym Centrum Legislacji i Ministerstwie Obrony Narodowej. Od 2003 r. jest członkiem Polskiego Towarzystwa Legislacji. W redakcji pisze o problemach dotyczących żołnierzy zawodowych i rezerwistów. Na bieżąco monitoruje również kwestie związane z zatrudnieniem i wynagrodzeniem nauczycieli. Porusza też problemy samorządów dotyczące stosowania przepisów oświatowych. W zakresie swoich obowiązków ma również zatrudnienie i płace w całej administracji publicznej.