Mężczyzna był doświadczonym myśliwym - polował od 20 lat. W niedzielę wybrał się na łowy wraz z trójką przyjaciół. Postanowili zapolować w kniejach Gołubia w gminie Kalinowo. Zapakowali sztucery, psa myśliwskiego - małego teriera niemieckiego i pojechali do lasu. Myśliwy siedział z przodu, między nogami trzymał dwururkę, a na kolanach psa. Gdy dojechali na miejsce, jeszcze nie zdążyli wysiąść z auta, gdy rozległ się ogłuszający huk, a w dachu pojawiła się dziura. Kierowca zauważył, że lewe ramię nieszczęsnego myśliwego krwawi. Okazało się, że dwururka wypaliła. Najprawdopodobniej to terier pociągnął za spust - pazurem.

"Myśliwy zakończył swe polowanie w szpitalu. To jednak nie koniec jego problemów - odpowie za narażenie współpasażerów na zagrożenie utraty zdrowia lub życia. Złamał również przepisy dotyczące przewozu i przechowywania broni, więc i z tego tytułu zostaną mu postawione zarzuty" - powiedziała DZIENNIKOWI Monika Bekulard z policji z Ełku. A pies? Pies nie przyznał się do winy.