Organizacja przeanalizowała 60 przypadków, w których Polacy byli ofiarami ataków słownych i fizycznych. To aż o 20 procent więcej niż w roku ubiegłym. Wiktor Moszczyński, rzecznik Zjednoczenia, podkreśla jednak, że ta lista może nie być kompletna.

"Bazowaliśmy tylko na doniesieniach brytyjskich mediów. Więcej informacji o przestępstwach posiada policja, ale ona z kolei nie prowadzi statystyk dotyczących narodowości ofiar. My widzimy tylko, że agresji i uprzedzeń jest coraz więcej i rząd brytyjski powinien zacząć temu przeciwdziałać" - mówi rzecznik.

Jednym z przykładów może być antypolska akcja w miejscowości Llanelli na południu Walii. W maju zeszłego roku ponad 100-osobowa grupa Walijczyków stworzyła internetową grupę na popularnym portalu społecznościowym Facebook. Zachęcała w niej do bojkotu emigrantów z Polski. "Pozbądźmy się Polaków, sami mamy problemy z pracą" - pisali internauci. Po interwencji walijskiej policji stronę zamknięto.

Zjednoczenie podaje, że 70 procent wszystkich antypolskich incydentów ma miejsce w małych miastach i na wsi.

"To tutaj najbardziej dało się odczuć skutki napływu emigrantów. Wielu Brytyjczyków nie miało wcześniej okazji zetknąć się z polską kulturą. A część z Polaków przyjechało tutaj bez znajomości angielskiego i lokalnych realiów. To powoduje napięcia" - tłumaczy Mokrzycki.

Za wzrost niechęci do emigrantów wiele organizacji wini kryzys gospodarczy, który w Wielkiej Brytanii zbiera coraz większe żniwo. Według grudniowych doniesień Międzynarodowej Organizacji Pracy liczba bezrobotnych na Wyspach osiągnęła już 2 miliony, a kolejne firmy zapowiadają cięcia zatrudnienia.

David Joyce, oficer ds. równości w irlandzkim Kongresie Związków Zawodowych, przyznaje, że emigranci są dużo bardziej narażeni na ataki przemocy w dobie kryzysu niż boomu gospodarczego.

"Obserwowaliśmy to już wcześniej, kiedy gospodarka wkraczała w fazę recesji. Teraz, kiedy szykują się masowe zwolnienia, coraz bardziej zaczynamy obawiać się o naszych pracowników pochodzących z innych krajów" - mówi Joyce.