Rose murem za Trumpem

Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Tom Rose oświadczył na platformie X: "Ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy już utrzymywać kontaktów ani komunikować się z Marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Donalda Trumpa poważnie zaszkodziły naszym doskonałym relacjom z premierem Tuskiem i jego rządem".

Reklama

Nie pozwolimy nikomu szkodzić stosunkom amerykańsko-polskim ani okazywać braku szacunku prezydentowi Donaldowi Trumpowi, który tak wiele uczynił dla Polski i Polaków - dodał ambasador USA.

Zdaniem prof. Jemielniaka należało się spodziewać reakcji ambasadora Rose’a na te słowa, ale "ta reakcja wydaje się być absolutnie przesadzona i nie licująca z powagą dyplomacji”.

Dyskusji na argumenty musimy się zmieścić w 140 znakach

Prof. Jemielniak, który specjalizuje się m.in. w analizie dezinformacji w sieci. Przy okazji "wymiany zdań" Czarzastego i Rose'a zwraca uwagę, że mamy obecnie proces pogarszania się kultury politycznej.

Mamy sytuację, w której zamiast poważnej dyskusji na argumenty musimy się zmieścić w tych 140 (na platformie X w jednym wpisie maksymalna liczba znaków to 280) czy iluś tam znakach - zwrócił uwagę prof. Jemielniak, opisując - jak to określił – "tabloidyzację mediów".

Podstawowa obietnica Twittera (obecnie X) była taka, że będzie to przestrzeń otwartej debaty publicznej, w której każdy może rozmawiać z każdym - przypomniał naukowiec i zaznaczył, że była to "bardzo atrakcyjna obietnica". Dodał, że nie jest to jednak medium, o którym można mówić, że ma szeroką i reprezentatywną publiczność.

Reklama

Wydaje mi się, że problem polega na tym, że Twitter i zresztą inne platformy społecznościowe zostały zawłaszczone przez świat polityki na potrzeby komunikacji - powiedział. Zwrócił też uwagę, że możliwość korzystania z platform społecznościowych jest atrakcyjna, bo nie wymaga pośrednika.

Trumpa umie korzystać z sieci społecznościowych

Prof. Jemielniak zauważył, że przypadek Trumpa jest ciekawy, ponieważ prezydent USA umie korzystać z sieci społecznościowych zarówno jako polityk, ale także jako "zwykły człowiek", używając memów, żartów i prostych komunikatów.

Zapytany o to, czy granica między światem rzeczywistej dyplomacji a mediami społecznościowymi się zatarła, naukowiec odpowiedział, że nadal mimo wszystko funkcjonuje ten podział.Rzeczywiste działania (dyplomatyczne) mają nadal wymiar oficjalny, np. nieprzyznanie komuś wizy. Natomiast w debacie publicznej bardzo często nie są istotne, ważny jest dyskurs - wytłumaczył wykładający także w Akademii Leona Koźmińskiego prof. Jemielniak.

Myślę, że nie jest zupełnie wykluczone, że i z tym mamy do czynienia teraz. Oczywiście ambasador (Rose) zadziałał, bo musiał, musiał się też wykazać, pokazać pewną linię, ale czy to naprawdę się przełoży na działania ze strony aparatu administracji Stanów Zjednoczonych, to nie jestem taki pewien - powiedział prof. Jemielniak, odnosząc się do sporu między Rose’em a Czarzastym.

Naukowiec zgodził się, że debata polityczna, która niekoniecznie pociąga za sobą realne skutki, nie jest niczym nowym. Zaznaczył jednak, że media społecznościowe doprowadziły do tego, że "droga do zabrania głosu się skróciła, co sprawia, że nie ma chwili namysłu, reakcje są błyskawiczne, co wpływa na zwiększenie temperatury debaty i jej nieprzewidywalności".