Polska ewakuuje Polaków z Bliskiego Wschodu

Rządowe samoloty ewakuują Polaków z Bliskiego Wschodu. LOT uruchamia loty ratunkowe z Szardży (Zjednoczone Emiraty Arabskie). Rządowe samoloty latają do Rijadu (Arabia Saudyjska) czy do Maskatu (Oman). W poniedziałek do Polski przewieziono ewakuowanych z ZEA, którzy najpierw drogą lądową dotarli do Omanu.

Reklama

Tymczasem obok lotów wojskowych na niebie pojawiają się tradycyjni przewoźnicy. W oparach wojny trwa powrót do regularnego kursowania. Zwrócił na to uwagę podczas ostatniej konferencji prasowej także Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych. – Ruch turystyczny z Emiratami jest stopniowo rozładowywany przywracanymi połączeniami komercyjnymi – przyznał w piątek.

Kto nie wrócił do latania?

„W oparciu o przeprowadzone analizy ryzyka oraz wobec niestabilnej sytuacji w regionie Bliskiego Wschodu, PLL LOT podjęły decyzję o przedłużeniu zawieszenia połączeń do Dubaju (DXB) i Tel Awiwu (TLV) do końca sezonu zimowego, czyli do 28 marca” – poinformował LOT.

Narodowy przewoźnik porozumiał się z Air Arabią. Pasażerowie, którzy mieli lecieć na trasie Dubaj (DXB) – Warszawa (WAW), polecą z Szardży (SHJ), oddalonej o ok. 20 km od głównego lotniska w Dubaju.

Z lotów do Dubaju zrezygnowały także największe linie europejskie, m.in.:

  • Lufthansa
  • Air France
  • Finnair.

Podobnie jak LOT jako przyczynę podano rekomendację EASA, która aktualnie obowiązuje do 11 marca. Przed czym ostrzega europejska agencja lotnicza? Jak czytamy w komunikacie European Union Aviation Safety Agency (EASA), istnieje ryzyko „błędnej identyfikacji, błędów w obliczeniach i niepowodzeń procedur przechwytywania (wrogich rakiet – red.)”.

„Biorąc pod uwagę obecny i spodziewany rozwój sytuacji, istnieje duże ryzyko dla lotnictwa cywilnego w przedmiotowej przestrzeni powietrznej” – czytamy w komunikacie.

Wracają loty do Dubaju, ale nie wszystkie

– Duża część rejsów Emirates i Flydubai odbywa się, w poniedziałek odleciał pierwszy samolot Etihad, który stał na lotnisku Chopina przez 10 dni – w tym przypadku prawdopodobnie chodziło o przebazowanie. Lata też Air Arabia do Szardży. Zdarza się jednak, że loty są opóźnione lub odwoływane – mówi Dziennikowi Piotr Rudzki, rzecznik prasowy lotniska Chopina.

Do kursowania wrócił tani przewoźnik Flydubai, który informuje, że loty będzie odbywał ze zmniejszoną częstotliwością. Przykładowo w ostatnich dniach wystartowały wszystkie loty z Krakowa, choć z dwugodzinnym opóźnieniem, oraz część z Warszawy. Połączenia z Poznania (pięć w tygodniu) odwołano jednak do 15 marca.

Air Arabia dość regularnie lata z Warszawy, ale do 11 marca odwołała loty z Krakowa. Z kolei Emirates (lata tylko z Chopina) w oficjalnym komunikacie napisały, że w weekend uruchomiły ok. 60 proc. siatki połączeń i stopniowo będą zwiększać liczbę lotów.

„Biznesmeni” wracają. Chodzi o prawo podatkowe?

Przewoźnicy nie komentują sytuacji, ale jak ustalił "Dziennik", samoloty nie lecą do Dubaju ani do Szardży "na pusto". W każdym z nich jest po około stu pasażerów. To oznacza, że w ciągu tygodnia z Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) leci ponad tysiąc osób.

Dlaczego lecą do kraju, gdy przed podróżą ostrzega Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ)? Jednym z powodów – poza lekkomyślnością – mogą być podatki. W ZEA nie ma podatku dochodowego od osób fizycznych. Z kolei CIT, czyli podatek dochodowy od osób prawnych, trzeba płacić dopiero po przekroczeniu 375 tys. dirhamów (ok. 377 tys. zł).

Reklama

Jednak żeby skorzystać ze zwolnienia, trzeba spełnić dwa warunki. Pierwszym z nich jest uzyskanie wizy rezydenckiej. Drugim – przebywanie w Emiratach co najmniej 183 dni w roku.

MSZ podaje: 368 już wyjechało do ZEA

Jak podał Radosław Sikorski, Minister Spraw Zagranicznych, powołując się na dane Straży Granicznej, z Polski do ZEA w ostatnich dniach wyjechało 368 osób. Z informacji "Dziennika" wynika, że ta liczba jest już znacznie większa biorąc pod uwagę wczorajsze loty m.in. z Warszawy.