Erich von dem Bach, Paul Otto Geibel, Ludwig Hahn, Oskar Dirlewanger, Reiner Stahel, Heinz Reinefarth to głowni kaci powstańczej stolicy. Za swoje czyny nie spotkała ich ziemska sprawiedliwość. PAP zapytał historyków, którzy zajmują się tą tematyką o procesy jakie zaszły w państwie niemieckim po II Wojnie Światowej i które doprowadziły do tego, że większość zbrodniarzy niemieckich nie została w powojennych Niemczech osądzona.
Historyk z IPN, dr Joanna Lubecka przypomina, że zaraz po wojnie zbrodniarze "byli sądzeni przez aliantów, a więc głównie przez Anglików i Amerykanów".
- podkreśla dr Lubecka.
Lubecka przypomina, że w samych Niemczech nie było osób, które mogłyby zająć się sądzeniem winnych.
- podkreśla.
Historyk zaznacza, że aż 17 milionów ludzi przeszło przez Wehrmacht.
Dr Lubecka wylicza, że w sądownictwie w latach 50. nawet do 70 proc. sędziów i prokuratorów to ludzie z przeszłością w NSDAP.
– pyta dr Lubecka.
Historyk przypomina, że w Niemczech nie było woli do sądzenia winnych i "nawet kościoły: katolicki i protestancki nie podejmowały tych tematów".
Lubecka na potwierdzenie tej tezy wskazuje ankietę którą przeprowadzono pod koniec lat 40. gdzie 90 proc. Niemców zapytanych, czy jako Niemcy czują się winni, odpowiedziało, że "nie czują się winni".
- zaznacza Lubecka.
Dodaje, że jeśli nawet procesy w Niemczech się odbywały, to oskarżonych skazywano raczej za czyny przedwojenne lub drobniejsze zbrodnie, a nie za zabijanie Polaków. Tak było m.in. w przypadku gen. Ericha von dem Bach-Zelewskiego, zwanego katem Powstania Warszawskiego, którego skazano na areszt domowy za zabicie 6 komunistów przed wojną. Większość skazanych w RFN zbrodniarzy skorzystała szybko z amnestii.
Michał Tomasz Wójciuk, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego przypomina:
Komentując powojenne losy niemieckich zbrodniarzy, Wójciuk stwierdza, że „procesy były, tyle że nie na taką skalę, jakiej oczekiwałyby sprawiedliwość ziemska, ludzka”.
- mówi Wójciuk.
Historyk dodaje, że z kolei przed sądem niemieckim stanął Ludwig Hahn:
Michał Wójciuk wskazuje, że „za zbrodnie warszawskie nie odpowiedział w ogóle głównodowodzący Erich von dem Bach. W 1961 r. został skazany na 4,5 roku więzienia za udział w „nocy długich noży”. Zmarł w szpitalu więziennym w 1972 r. w Monachium.
Oskar Dirlewanger zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Kolejny zbrodniarz, Heinz Reinefarth nie poniósł żadnych konsekwencji: - dodaje Michał Wójciuk.
Jednym ze skutków nierozliczenia przez Niemców swoich zbrodniarzy jest np. kuriozalna sytuacja sprzed kilku lat, którą wspomina Wójciuk: - mówi. Duże znaczenie odegrała w tej sprawie twarda postawa MPW. Wystawa, bez przeszkód była jeszcze prezentowana w innych miastach niemieckich.
- wylicza historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego.
Erich von dem Bach był SS-Obergruppenführerem, naczelnym dowódcą Korpsgruppe "von dem Bach", której zadaniem była pacyfikacja.
SS-Oberführer Paul Otto Geibel był dowódcą SS i policji na dystrykt warszawski.
SS-Standartenführerowi Ludwigowi Hahnowi podlegały jednostki, które mordowały cywilów w Śródmieściu Południowym.
Oskar Dirlewanger był SS-Standartenführerem (później SS-Oberführerem), jego oddział pacyfikował m.in. Wolę.
Z kolei Reiner Stahel był dowódcą garnizonu Warszawy na początku Powstania Warszawskiego. Od 1 sierpnia skrupulatnie wypełniał rozkaz wydany przez Hitlera i Himlera dotyczący m.in. zabijania mężczyzn, którzy mogliby być potencjalnymi powstańcami a także brania zakładników spośród ludności cywilnej, do wykorzystania ich jako żywych tarcz. Stahel wydał rozkaz likwidacji polskich więźniów przetrzymywanych w zakładzie karnym przy ulicy Rakowieckiej na Mokotowie.
Heinz Reinefarth to SS-Gruppenführer. Oddziały, które mu podlegały wymordowały na Woli około 40 tysięcy cywilów, w myśl wspomnianego rozkazu Hitlera i Himmlera.