Reklama
Reklama
Warszawa
Reklama

Spacer śladami Powstania Warszawskiego - Stare Miasto

31 lipca 2013, 12:48
Walki na Starym Mieście - pierwszym rejonie Pierwszego Obwodu warszawskiego - toczyły się między 12 sierpnia a 2 września. Nim Niemcy zaatakowali powstańców w tym rejonie, upadła Wola i Ochota. Marszem grupy bojowej w kierunku Starego Miasta kierował gen. Heinz Reinefarth. Naprzeciw nim stały siły polskie - od strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych zgrupowanie "Leśnik", od strony północno-zachodniej - zgrupowanie "Radosław", od zachodu - zgrupowanie "Kuba-Sosna", od południowego wschodu - zgrupowanie "Róg".
Walki na Starym Mieście - pierwszym rejonie Pierwszego Obwodu warszawskiego - toczyły się między 12 sierpnia a 2 września. Nim Niemcy zaatakowali powstańców w tym rejonie, upadła Wola i Ochota. Marszem grupy bojowej w kierunku Starego Miasta kierował gen. Heinz Reinefarth. Naprzeciw nim stały siły polskie - od strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych zgrupowanie "Leśnik", od strony północno-zachodniej - zgrupowanie "Radosław", od zachodu - zgrupowanie "Kuba-Sosna", od południowego wschodu - zgrupowanie "Róg". / dziennik.pl
Zejdź z wytyczonych szlaków, spójrz inaczej na miejsca, które mijasz setki razy. Zobacz, jak wiele historii kryje się w bramach, w budynkach, w zaułkach. Zapraszamy na spacer po Starym Mieście śladami Powstania Warszawskiego. Oprowadza przewodnik Muzeum Powstania Warszawskiego, Szymon Niedziela.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama
Reklama
Tematy:
Warszawa Powstanie Warszawskie spacer Szymon Niedziela Muzeum Powstania Warszawskiego Stare Miasto
Reklama

Komentarze (5)

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut. Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów .
  • BOBOKROL
    2016-09-08 22:05
    Ochrońmy przed zapomnieniem Ochrońmy przed zapomnieniem i na pohybel konfidentom wspomagających Niemców po upadku Starówki w czasie trwania Powstania Warszawskiego. W dniu 2 września 44 roku okupant wspomagany przez RONA, tzw. Rosyjska Oswoboditelnaja Narodowa Armia ( Brygada Szturmowa SS kolaboracyjna antysowiecka formacja stworzona przez najróżniejszej maści więziennych przestępców czy byłych policjantów walczących u boku III Rzeszy, dowodzoną przez Bronisława Kamińskiego ) przystąpił do likwidacji szpitali powstańczych, w tym szpitala mieszczącego się w podziemiach kościoła św. Jacka przy ul. Freta. W momencie przystąpienia do likwidacji szpitala przebywało tam około 200 powstańców, 80 lżej rannym pozwolono opuścić szpital. Kosciół został następnie podpalony, a ciężko rannych wyniesiono na ulicę, gdzie bez żadnej pomocy medycznej przebywali pod gołym niebem przez blisko dwa dni, dopóki Niemcy nie pozwolili wreszcie przenieść rannych do pobliskich powstańczych szpitali. W miedzy czasie RON-owcy zamordowali co najmniej kilkunastu rannych. W szpitalu tym leżał ciężko ranny mój tata Władysław Bobowski, z 104 Kompani Syndykalistów, który w dniu 13 sierpnia 1944 r. prowadząc oddział na zmianę z Kilińskiego na Podwale, gdzie znajdowała się barykada, został ofiarą wybuchu transportera pułapki. Ja czteroletni chłopczyk opiekowałem się rannym ojcem starając się Mu o papierosy, czy przynosząc wodę. W podobny sposób pomagałem innym rannym. Po wejściu RON-owców, myśląc , że to powstańcy, doskoczyłem do ich dowódcy, chcąc ściągnąć mu czapkę. Wtedy on zapytał, co ja tu robię, mówiąc, przecież dzieci nie walczyły, żeby dzieci cierpiały. Ciocia Zosia sanitariuszka, zapytała go czy on ma dzieci, odparł, da, troję. Ciocia odpowiedziała, że tu leży jego tata. W tedy Kamiński zapytał mnie, czy mój tata miał karabin. Od powiedziałem z dumą, ze tak. Tatę przeszył dreszcz, myśląc, ze zaraz dostanie w czapę, jak powiedział mi po latach. Na pytanie jaki to karabin, miałem odpowiedzieć „flinta na zające” i to tak rozbawiło kolaborantów, że na odchodne ojcu dali papierosy, a mnie cukierki, podpalając jeszcze drzwi kościoła. Na polecenie Kamińskiego ciocia oddała mnie do Domu Podrzutków na ulicy Nowogrodzkiej im. ks. G. P. Baudouina. (obecnie Dom Dziecka nr 15 ) Tatę przetransportowano do szpitala w Milanówku, skąd uciekł do Rawy Mazowieckiej, przed transportem do Rzeszy. Ja po paru tygodniach przetransportowany zostałem przez Obóz Przejściowy „DULAG 121” (Durchgangslager 121) w Pruszkowie, do Nowego Targu, z stamtąd do Sławna, gdzie w 1947 roku odnalazł mnie tata i zawiózł do Rawy Mazowieckiej. Trzy dni później U.B. zamknęło Go na trzy lata za udział w Powstaniu Warszawskim i przynależność do A. K. Będąc niedawno na spacerze „Śladami powstania na Starówce” zorganizowanym przez redakcję Super Ekspresu i Muzeum Powstania Warszawskiego, zorientowałem się że moja „flinta na zające” uratowała od śmierci nie tylko mojego tatę, ale i Jego współtowarzyszy niedoli. Pisząc tę informację, mam jeszcze taką nadzieję, że może któryś ranny wówczas powstaniec żyje do obecnej chwili, choć minęło, już 72 lata od tamtych tragicznych wydarzeń. Chwała bohaterom. Opisał Andrzej Bobowski ówczesny 4 letni powstaniec. .
    0
    zgłoś
  • wie lebny
    2013-07-19 12:11
    mordercom akowcom hooj w mord rytualny
    3
    pokażukryj odpowiedzi (1)
    zgłoś
  • Roman
    2013-07-18 11:33
    Mam sensacje na temat ul Miodowej okresu powstania z dnia 14 08 44 warto się tym zainteresować i wyprostować niektóre fakty pozdrawiam,kontakt=tel. 728 260 653
    0
    zgłoś
  • maro
    2013-07-15 22:05
    Jedno jest pewne. Stada wieśniaków i prostaków zaludniających Warszawę po II wojnie światowej degenerują pamięć i pamiątki tego miasta. Warszawiaków wybito w powstaniu a reszta ratowała się ucieczką na zachód. Tylko na Pradze jest klimat swojski.
    Widzę to tak z perspektywy Torunianina, gdzie dba się o przeszłość w teraźniejszości dla przyszłości. Widzę porównując z Wrocławiem, Gdańskiem, Poznaniem...
    0
    zgłoś
Reklama

Zobacz więcej

Reklama